czwartek, 23 lutego 2012

Maksymilian i Carlota. Tragiczna opowieść o cesarzu i cesarzowej Meksyku

I oto jest. Sezon drugi mojego bloga. Wróciłam do Meksyku. I jeszcze nie może w to uwierzyć. Obudziłam się w środku mojej pierwszej meksykańskiej nocy i nie wiedziałam, gdzie jestem. Ślady światła na ścianach raz wyglądały mi na Kozienice, raz na Warszawę, raz na samolot, raz na Hydrozagadkę. Jeszcze trzy dni wcześniej budziłam się we własnym targowickim łóżku, upojona warszawskością. Dzień później był już Amsterdam, potem Madryt. Podróże nie powinny odbywać się tak szybko. Samoloty są symbolem naszych czasów, możesz być naraz wszędzie i nigdzie, w pościgu i wybuchach filmów akcji, a na napisach końcowych nie możesz nawet odpocząć i pomyśleć, bo już ci je przedzielają na pół błyskającymi reklamami. Widzę siebie na statku, z powiewającym włosiem, odpoczywającą po bezsennych praskich nocach. Przez tydzień czy dwa, ile tam się płynie do Meksyku, patrzącą w nową dal, pełną nowych twarzy, siatek ulic i nowych nieprzespanych nocy. Tak chciałabym podróżować, z pełnym pietyzmem, rozwagą i wykwintnością. Ale niestety nie wyrwę się już od tego mojego podróżniczego łapu-capu. Stanowczo lepiej wychodzi mi życie w pędzie niż w rozmyśle, w wydaniu Tykwera niż  Kim Ki Duka, w praktyce niż w teorii. Jestem dzieckiem swoich czasów. Całam z postmodernizmu.

Dlaczego wróciłam? Bo ostatnio, gdy tu byłam, zakochałam się bez reszty. W czym? Na pewno w tym kolorowym meksykańskim życiu, w kiczu, w ulicznych budach z tacos, w salsie, w kulturowym misz-maszu. Na pewno także w podróżowaniu, w krótkich, niezwykle ważnych spotkaniach, w byciu częścią plątaniny ludzkich żyć na drugim końcu świata, w byciu sobą w kraju, w którym nikt o mnie wcześniej nic nie wiedział ani nie słyszał .Ale przede wszystkim zakochałam się tu w życiu. Piękna płynącego z małych i większych radości nauczyłam się już dawno, tutaj nauczyłam się piękna płynącego także z chwil ciężkich i codziennych goryczy. Nauczyłam się kochać życie całościowo. Bo nawet kiedy jest to dura vida (ciężkie życie), to jest to właśnie pura vida. „Pura vida” czyli „samo życie”. W Kolumbii na pytanie „jak się masz?”, odpowiada się właśnie „pura vida”. Tam znaczy to, że wszystko jest dobrze, tak, jak ma być. Nie ma dobra, nie ma zła, jest życie.
__________________________________________________________________________

Nie mogę się napatrzeć na losy ludzkie. Widzę, wyobrażam je sobie wszędzie. Miałam od razu jechać do Veracruz, ale zostałam dzień dłużej w Deefe. Cały dzień snułam się po wnętrzach pałacu w parku Chapultepec i chodząc po pokojach, gdzie jakieś 150 lat wcześniej chodzili cesarz Maksymilian i jego żona Carlota, wyobrażałam sobie ich losy.



Wojny o uzyskanie niepodległości pozostawiły Meksyk ogromnie zadłużonym. Jego głównymi wierzycielami były kraje europejskie, takie jak Anglia, Hiszpania oraz Francja. Anglicy i Hiszpanie nie mają odwagi upraszać się siłą o spłatę długów, za to Napoleon III bez pardonu wysadza swoje wojska w Veracruz i maszeruje na Meksyk. Długi oczywiście nie są tego powodem, ale pretekstem. Marzy mu się bowiem „cesarstwo łacińskie” w Ameryce i „cesarstwo arabskie” w Afryce Północnej, marzy mu się potęga kolonialna. Meksyk wydaje mu się w tym wszystkim krajem wręcz o zwierzchnictwo europejskim wołającym. Meksyk jawił się mu jako pozostawione samo sobie dopiero co utworzone państewko, bez silnej tożsamości narodowej, na zgliszczach wojen o niepodległość oraz wojny ze Stanami Zjednoczonymi. I rzeczywiście, za Napoleonem stają meksykańscy monarchiści, którym kraj jako republika się nie widzi. Francja zdobywa Miasto Meksyk.

W wyniku jakichś zawiłych rozgrywek politycznych na meksykańskim tronie Napoleon decyduje się osadzić młodego Maksymiliana Habsburga oraz jego żonę – Charlotte – córkę króla Belgów. Maksymilianowi nie marzy się z początku kariera polityczna, jest zapalonym botanikiem i woli odkrywać nowe gatunki roślin w Brazylii. W końcu jednak decyduje się na zostanie cesarzem Meksykanów, ale będąc idealistą, godzi się na to pod jednym warunkiem: że Meksykanie sami go o to poproszą. Napoleonowi III bez trudu udaje się zdobyć tysiące monarchistycznych podpisów. Maksymilian jedzie jeszcze do papieża po oficjalną zgodę. Uzyskuje ją i z czystym sumieniem oraz młodą, 24-letnią żoną Charlottą jedzie do Meksyku.

Oboje starają się jak najlepiej poznać swoją nową ojczyznę. On bada swoje roślinki, ona stara się poznać kulturę indiańską. Adoptują wnuków poprzedniego cesarza Meksyku – Agustina de Iturbide i czynią ich swoimi dziedzicami. Ona zmienia imię z Charlotte na meksykańską Carlotę, swoje damy dworu (notabene, wśród dam dworu Carloty było wiele Polek) uczy kultury oraz historii Meksyku i aranżuje ich małżeństwa z meksykańskimi kawalerami. Maksymilian wprowadza reformą edukacyjną, a Carlota dodaje do tego kształcenie także meksykańskich dziewcząt. Starają się rządzić sprawiedliwie, działać dla dobra swojego nowego ludu.  Maksymilian przeprowadza reformę rolną, oddając ziemię tym, którzy ją uprawiają. Nie odpowiada także prośbom papieża i nie wycofuje się z nacjonalizacji dóbr kościelnych. Nie podoba się to ludziom, którzy powołali go na tron.



Utopiczny Meksyk Maksymiliana i Carloty nie mógł trwać wiecznie. Na północy grupowali się już republikanie gotowi uderzyć na stolicę. W Europie Napoleona III martwiła groźba konfederacji niemieckiej, wycofuje więc część swoich wojsk z Meksyku. Austria obiecuje Maksymilianowi cztery tysiąca wojska, ale pod naciskiem Stanów Zjednoczonych nigdy ich nie wysyła. Maksymilian i Carlota zostają pozostawieni sami sobie. Ona jedzie do Europy szukając pomocy i „po świecie błąka się okropnym i szuka kogoś, kto by się tym przejął”. On w międzyczasie zostaje rozstrzelany. Zdradzony, po marionetkowym procesie, wraz ze swoimi dwoma najwierniejszymi ministrami. Ginie z godnością, z życzeniem, aby jego śmierć złagodziła „nieszczęścia jego nowej ojczyzny”. Carlota popada w obłęd, stając się „szaloną cesarzową”, snuje się w zimnych murach swego zamku w Belgii. Nazywa siebie „księżną niebytu i pustki, władczynią piany i snów, królową chimer i zapomnienia, cesarzową kłamstwa”. Umiera dopiero w roku 1927, w 60 lat po śmierci męża. Do końca życia nie może pogodzić się ze śmiercią Maksymiliana. Mówi do niego i pisze.

Wieczorem widziałam się z Jose, którego poznałam w San Cristobal, gdy ten pracował wraz z ekipą telewizyjną nad programem o tamtejszych Indianach. Przegadaliśmy całą noc i oczywiście także Maksymiliana i Carlotę. On nigdy nie widział tej historii tak idealistycznie. W meksykańskiej szkole uczy się ich raczej jako mdłej, neutralnej historii o ludziach, którzy przyszli zza oceanu i ogłosili się bezprawnie cesarzem i cesarzową. Rozstrzelanie, owszem, ale meksykańska szkoła nie roni łzy.

Historia Maksymiliana i Carloty, ten fakt, krótki, kilkuletni epizod w długiej historii Meksyku, zupełnie do niej nie pasuje, wydaje się nijak logicznie wpisywać w historię tego kraju, historia tego kraju  wciąż nie umie sobie z tym faktem poradzić. Edouard Manet maluje kilka wersji „Egzekucji Maksymiliana”, czyniąc z tego jednego momentu historii temat do rozmyślań w postaci całej wystawy obrazów. Meksykański pisarz Fernando del Paso pisze zaś „Noticias del Imperio”, powieść uznaną przez pismo „Nexos” za najlepszy meksykański tytuł ostatnich trzydziestu lat.

Książka składa się z dwóch części: monologu błąkającej się po swym belgijskim zamku Carloty, w 60 lat od śmierci jej męża, oraz z opisu śmierci Maksymiliana widzianej z różnych perspektyw. Del Paso wykorzystuje dla opisania tego wydarzenia kroniki historyczne, relacje świadków tego wydarzenia, ale także daje się pokusić o danie głosu wielu postaciom historycznym, takim jak na przykład Porfirio Diaz, Benito Juarez czy Napoleon III. Każda z tych relacji opisuje ten jeden fakt historyczny w innym stylu literackim i w zupełnie inny sposób. Del Paso uświadamia, że historia ma tylu autorów i tyle swoich wersji, ilu jest ludzi na świecie.  Ja  też mam swojego Maksymiliana i swoją Carlotę. Opisałam ich wam powyżej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz