sobota, 9 marca 2013

Śmierć miliona to statystyka, śmierć jednej osoby to tragedia

Od jakiegoś czasu organizuję pokazy slajdów z Meksyku. Podczas  niektórych pewien czas poświęcam mini cyklowi pt. "Jak pozowałam meksykańskiemu malarzowi". Ten cykl to kilka obrazów Jesusa, nad którymi przystajemy na chwilę i opowiadamy historie za nimi stojące. Bo każdy z jego przekolorowych obrazów leży na skrzyżowaniu czasów prekortezjańskich, współczesnej historii Meksyku i osobistych przeżyć Jesusa. Jednym z takich obrazów był portret zastrzelonego w 2006 roku przez policjantów w Nowym Jorku przyjaciela Jesusa.

Był on meksykańskim fotografem, właśnie szykował swoją pierwszą wystawę w Stanach, został zatrzelony na moście w Nowym Jorku przez tamtejszych policjantów, przez pomyłkę. W tym samym czasie w Oaxace przydarzyła się analogiczna historia - podczas strajku nauczycieli paramilitarna grupa wspierająca rząd meksykański zatrzeliła amerykańskiego fotografa dokumentującego protesty - Brada Willa. I o ile śmierć przyjaciela Jesusa przeszła bez echa, tak o śmierci Brada Willa trąbił cały świat.


Jesus sportretował swojego przyjaciela jako azteckiego wojownika. I chociaż w setce azteckich wojen zginęły miliony azteckich wojowników, to wierzono, że ich chwała będzie wieczna, a oni sami na zawsze zostaną w świecie, stając się jego częścią. Przyjaciel Jesusa znalazł na jego obrazie swoje miejsce na zawsze wśród gwiazd, stając się jedną z nich. Jesus nie chciałby, żeby o jego śmierci po prostu zapomniano. Ten obraz jest furtką do opowiedzenia wielu historii. Można mówić o tym, jak traktuje się Meksykanów w Stanach, można mówić o tym, że śmierć Amerykanina waży więcej niż śmierć Meksykanina, można gorzko pochylić się nad relacjami Meksyk-USA...

Tak ta historia zapisała się w mojej głowie i wydawała się być już zamkniętą, kiedy dostałam od życia policzek. W niedzielę przyjechał do mnie do Oaxaci Aaron. Powiedział, że jest tu pierwszy raz i nie może się tu odnaleźć, bo to miasto kojarzy mu się tylko z jednym faktem... Śmiercią jego znajomego, Brada Willa. Opowiedział mi, jaką pogodną i dobrą osobą był Brad, opowiedział mi o dokumentach, które realizował i o jego prospołecznej działalności. O tym, jak zorganizowali w Nowym Jorku marsz, a raczej fiestę uliczną ku jego pamięci. Opowiadał, jak to wiele dla nich znaczyło, że mogą pokojowo zablokować ulice Nowego Jorku, by wspominać swojego tragicznie zmarłego przyjaciela. Ja stanęłam pośrodku ulicy jak wryta. Brad Will. Nigdy nie myślałam o tym jasnowłosym chłopaku, kiedy tak zawzięcie opowiadałam historię obrazu Jesusa. O ilu rzeczach jeszcze nie pamiętam, opowiadając moje meksykańskie historie? Nad iloma elementami moich opowieści nie mam czasu się pochylić? Ile historii ludzkości zostało w ten sposób opowiedzianych?
Brad Will.

Brad Will w Oaxace kilka dni przed śmiercią.

Poszliśmy z Aaronem do małej knajpki na enchilady z nopalem. Opowiedziałam mu moją historię Maksymiliana i Carloty, on opowiedział mi kilka swoich. Kolejny raz spoliczkowana przez życie pociągałam wolno sok pomarańczowy przez słomkę. A Aaron powiedział, że chyba to jest najpiękniejsze. Że każdy sam tworzy swoje swój własny świat, że sam opowiada sobie jego historie, że istnieje tyle historii świata, ilu na świecie jest ludzi. I że każde życie to sztuka teatralna, którą warto pisać, nawet jeśli mielibyśmy być jej jedynymi widzami. I te sześć miliardów historii to nie statystyka, to sześć miliardów historii.  Chcę opowiedzieć Wam, jak najwięcej z nich. Jak najwięcej z nich chcę usłyszeć.




To piosenka Joaquina z Urugwaju, którego poznałam podczas jego podróży po Europie. Śpiewa o tym, że życie to historie, historie 6000 milionów ludzi. Kiedyś miał do tego jeszcze lepszy, chałupniczy teledysk - nagrania ludzi, których poznał podczas swojej podróży. Ale skasował go z youtuba. Historii Brada Willa nie czuję się na siłach Wam opowiedzieć, co nieco opowiada Wikipedia. Opowiada też o historii strajków w Oaxace w 2006 roku, bo tę część historii chyba też przegapiłam. Zdjęcie obrazu Jesusa przepadło mi wraz z zepsutym dyskiem. Ale zdecydowanie bardziej wolę Wam opowiedzieć jego historię niż Wam go po prostu pokazać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz