sobota, 2 marca 2013

Tepito, czyli warszawska Praga tylko bardziej

To był jeden z moich pierwszych dni w Meksyku. Jechałam metrem do Xochimilco, kiedy zaczepił mnie jakiś przerażająco szemrany typ spod ciemnej gwiazdy. Łysy, wytatuowany, ze złotymi nakładkami na zęby, z pewnością z 555 wyrokami. Zaczął pokazywać na mój tatuaż na stopie i mówić coś w niezrozumiałym języku. W końcu z tych nieartykułowanych dla mnie wtedy dźwięków wyłapałam słowo"respeto" i "dolor" czyli szacun za to, że ten tatuaż musiał boleć. Przy współpasażerach w metrze zdjął koszulkę i zaczął mi pokazywać swoje tatuaże. Miał wielką Matkę Boską z Guadalupe na całe plecy, a na piersi kilkunastu świętych. Zapytał, gdzie jadę, po czym wysiadł ze mną z metra i począł mnie prowadzić przez labirynty remontowanej stacji w kierunku kolejki do Xochimilco. Kupił mi bilet, wsiadł ze mną do pociągu, przejechał jedną stację, żeby się upewnić, że jadę w dobrym kierunku. I wysiadł.


Potem skojarzyłam fakty. Chłopak był z Tepito, najbardziej szemranego miejsca w Deefe. A język, którym się posługiwał, był jak najbardziej hiszpańskim, ale właśnie dialektem z Tepito. Jose, przyjaciel Eli, który jest lingwistą i prowadzi badania nad dialektami w obrębie samego Deefe, wyjaśnił mi, że dialekt z Tepito cechuje się wyjątkową linią melodyczną, akcentowaniem oraz słownictwem. A samo Tepito to takie miasto w mieście. Kiedy opowiadam tutaj, że organizuję coś takiego jak Urodziny Pragi i staram się wyjaśnić, czym Praga jest, to mówię, że to takie warszawskie Tepito. Mające opinię niebezpiecznego, z szemranym handlem, ale jednocześnie z własną kulturą, dialektem i unikalnym sposobem bycia. Tepito posiada również swoją własną subkulturę, która zachwyca naukowców oraz artystów.

Kryminalna sława tego miejsca sięga jeszcze czasów prekortezjańskich, ale jego obecna sława zaczęła kształtować się w latach 20. XX wieku. Tepito było pierwszym meksykańskim slumsem, kiedy zaczęli ściągać tu uchodźcy w czasie Powstania Cristero. Gdy spojrzeć na ten niewielki teren z lotu ptaka, wygląda on całkiem niewinnie. Ale przy większym zoomie, dostrzegamy, co czyni z Tepito Tepito. W 2007 władze zburzyły budynki znajdujące się pod dwoma adresami: na ulicy Tenochtitlan 40 oraz ulicy Jesusa Carranzy 33. Na tym małym terenie obracano dziennie ośmioma kilogramami kokainy oraz połową tony marihuany. Znaleziono tu również sejfy, fałszywe ściany, jacuzzi, skład koniaku oraz szampana czy na przykład graffitti przedstawiające Pancho Villę jarającego skręta. Sama nazwa "Tepito" pochodzi oczywiście z języka nahuatl, ale mieszkańcy dopisali sobie do niej własne wyjaśnienie. "Te pito" to po hiszpańsku "gwizdnę na ciebie", a mieszkańcy tego szemranego miejsca gwiżdżą na siebie często: kiedy zobaczą policję na przykład.

Tepito bowiem to przede wszystkim ogromny bazar, gdzie można kupić wszystko i to w najniższych cenach. Każdego dnia na ulicach handluje 12 tysięcy sprzedawców, z czego 10 tysięcy to mieszkańcy Tepito. "En Tepito todo se vende menos la dignidad" ("Na Tepito sprzedaje się wszystko oprócz godności") - mówi jedno z lokalnych przysłów. Szacuje się, że uliczni sprzedawcy zarabiają rocznie około 80 miliardów pesos (ok. 20 miliardów złotych). Tym samym unikają płacenia 22 miliardów pesos podatków. Nie mówiąc już o innych nielegalnościach. Powszechnie handluje się tu "fayucą" czyli wszelkiej maści podróbkami. Na licznych stoiskach można też znaleźć nagrywane kamerą w kinie dvd i płyty z przebojami nagrywanymi z radia na pełnej głośności głośnika. Nie mówiąc już o prądzie, który przez handulujących jest kradziony z ulicy. Co na to władze? Boją się zapuszczać w ciemne zakamarki bazaru? Otóż nie. Wypracowano bowiem pewne "porozumienie". Mówi się, że sprzedawcy "wspierają" niektóre partie polityczne. Płacą politykom 30 pesos na tydzień i 100 pesos w trakcie kampanii przedwyborczych. I wszyscy są zadowoleni.

Ale ten podejrzany handelek, jakkolwiek przebarwny, to nie cały koloryt tego miejsca. "Ser mexicano es un privilegio, pero ser de Tepito es un don de Dios" (Być Meksykaninem to przywilej, ale być z Tepito to dar od Boga) - mówi kolejne z lokalnych przysłów. Mieszkańców Tepito cechuje duma z bycia częścią tego miejsca, a naukowców i artystów ta duma pociąga i inspiruje. "Tepitenos" (mieszkańcy Tepito) to też naukowo nazwana subkultura. Oprócz owej dumy i specyficznego dialektu, który usłyszeliśmy od szemranego typa w metrze, subkultura ta to także specyficzny sposób ubierania. Wąskie dżinsy, białe podkoszulki lub t-shirty z motywem religijnym i wisiory na szyi, często także różańce. Do tego oczywiście tatuaże. Z Matką Boską z Gwadelupy lub z Santa Muerte, która jest nieoficjalną patronką dzielnicy. W Meksyku każda dzielnica czy wioska ma swojego świętego. Na Tepito jest to oficjalnie święty Franciszek. Jednak koścista panienka wygryzła Franciszka na dobre. I zamiast 4 października (dzień św. Franciszka) Tepito świętuje 1 listopada, kiedy to ulice tego podejrzanego miejsca wypełniają się po brzegi niesionymi przez mieszkańców figurami Santa Muerte.

Myślę sobie, że Tepito jest tak pięknym konstruktem, że jakby chcieć wymyślić bardziej szemrane miejsce w Meksyku, to by się po prostu nie dało.




(fotki tym razem z netu, ja nie odważyłam się wybrać jeszcze na Tepito, tym bardziej z aparatem)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz