sobota, 25 maja 2013

Moje wielkie gwatemalskie wakacje

Jak już jesteście w San Cris, to bardzo prawdopodobne, że Was rzuci do Gwatemali. Z San Cris to tylko 5 godzin do granicy. Więc wszystkich rzuca zazwyczaj. Mnie do tej pory nie rzuciło, aż mnie to zastanowiło. Więc postanowiłam zrobić sobie wakacje od Meksyku. Odpoczywam od magii Mexica Magica przez dwa tygodnie w Gwatemali.

Jako że wiem, że kochacie oglądać moje fotki z Gwatemali, gdy w Polsce urwanie chmury, to Wam wkleję kilka foteczek z San Pedro de Laguna. Jeśli jesteście w Gwatemali, to nad Lago de Atitlan na pewno prędzej czy później też Was rzuci. Jeśli pragniecie rozrywki i towarzystwa gotowych na wszystko młodych Amerykanów, to wybierzcie San Pedro. To najbardziej imprezowe ze wszystkich miasteczek nad brzegiem jeziora. Spędziliśmy tu upojne 4 dni, po których przenieśliśmy się do zacisznego San Marcos, gwatemalskiej mekki hipisów, gdzie jesteśmy teraz i podoba nam się tu bardziej. San Pedro ma jednak jedną podstawową zaletę - nie widać z niego San Pedro :) Widać tylko piękno otaczających jezioro wulkanów i dziką naturę.

Wszystkie kurioza gwatemalskiej stolicy hipisów - San Marcos, full moon party oraz składane tu śluby milczenia opiszę w następnym wpisie. Póki co foteczki.


Ta kropka na środku to moja pływająca głowa. Ustawię sobie na profilowe.

Zagadka: jaką książkę czytam?
Lektura to typowo meksykańska, nigdy w podróży się z nią nie rozstaję.


"Bądź powitany w San Pedro la Laguna. Pamiętaj, że Jezus je kocha".
Bez wątpienia.


Cel
Pal


Cel?



Gwatemalski autobus.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz