poniedziałek, 29 grudnia 2014

El pez leon. Rybi intruz, który może zniszczyć karaibską rafę koralową

Jedna może zniszczyć w 5 zaledwie tygodni 80-90% podwodnego życia na swoim terenie. Żywi się praktycznie wszystkim i składa 30 tysięcy jaj co 4 dni. Nie ma naturalnych wrogów. Do tego jest jadowita. Pochodzi z Azji i naturalnie nigdy tutaj nie występowała. Prawdopodobnie do morza trafiła z rozbitych akwariów na Florydzie w czasie huraganu Andrew w 1992 roku. W ciągu ostatnich lat stała się niepodzielnym władcą wód Zatoki Meksykańskiej oraz Morza Karaibskiego.



Tutaj rybę tę nazywa się pez leon albo pez escorpion (ryba-lew albo ryba-skropion), po angielsku to lionfish. Po polsku jej złowieszcza nazwa gatunkowa brzmi ognica rogata, W ciągu ostatnich lat stała się tutaj prawdziwą plagą. Jest bardzo agresywna, żarłoczna i mało wybredna. Żywi się praktycznie wszystkimi reprezentantami pomniejszej podwodnej fauny. Nie wybrzydza w ikrze, narybku i małych rybach. Nie odmówi także skorupiakom. Morze Karaibskie stało się dla niej jednym wielkim, darmowym szwedzkim stołem. 

Ognica je więc wszystko, obficie i ochoczo. Okazy żyjące tutaj są nawet dwukrotnie większe niż te w jej ojczyźnie, W Oceanie Indyjskim el pez leon osiągała ledwie 28 centymetrów, tu znajduje się już okazy nawet 50-centrymentrowe. Co więcej, to bydlę żyje nawet 15 lat, a już przed upływem pierwszego roku jest seksualnie dojrzałe. A ognice rozmnażają się jak króliki! 30 tysięcy jaj każdych czterech dni, Młode rosną sobie jak pączki w maśle, od najwcześniejszych lat mają tutaj życie jak w Madrycie. Skala przyrostu naturalnego dawno już wypadła z wykresu i wystrzeliła w kosmos.

Fot Nhobgood Nick Hobgood / Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported license.

Naukowcy stwierdzili, że ognica jest jednym z najbardziej niebezpiecznych gatunków inwazyjnych w znanej historii natury. Co z zrobić z tym fantem, który nie ma żadnych naturalnych wrogów...? Może najlepiej takich wrogów mu po prostu stworzyć! Podobno wymyślono, że nauczy się inną rybę - grupera - polubić nowy egzotyczny typ pożywienia. Okazuje się, że dla grupera jad ognicy nie jest śmiertelny. Obecnie gruper jeszcze sam nie poluje na azjatyckich intruzów, ale ochoczo zjada zabite wcześniej okazy i... jeśli człowiek wskaże mu rybę-lwa palcem, to gruper ją zaatakuje.

Innym wrogiem ognicy jest... człowiek. Ognica też się wcale z nim nie lubi. Spotkanie z lionfishem może być dla człowieka bardzo niebezpieczne. Kolce ryby wbijają się w skórę niczym haczyk, a zawarty w nich jad powoduje potworne katusze, uwzględniające nieziemski ból, wymioty, problemy z oddychaniem i konwulsje. W rzadkich przypadkach może prowadzić do zakłócenia akcji serca i nawet śmierci. Człowiek jednak nauczył się okiełznać potwora i... uczynić z niego tani, zdrowy i jakże ekologiczny przysmak.

W sieci znajdziemy już w języku hiszpańskim przynajmniej 55 przepisów, jak przyrządzić lionfisha. Ryba jest do tego tania i powoli wchodzi do repertuaru kuchni regionalnej. W Mahahual, gdzie notuje się jej ogromny przyrost, stała się już jednym z bardziej typowych dań. Na festiwalu gastronomicznym, który odbywa się tu w sierpniu, to właśnie ognica gra pierwsze skrzypce. 

Całą historię usłyszałam od chłopaka, który na brzegu morza kroił ognice. Z filetów zrobię ceviche. Pomidorki, kolendra, do tego trochę limonki i będzie przepysznie - powiedział mi. Odpadki, rybie łby rzucał od czasu do czasu czającym się wokół pelikanom i albatrosoom. Te też nie gardziły azjatyckim monstrum. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz