czwartek, 18 maja 2017

Świat wspak. Pielgrzymka na Wirikutę z Indianami Huichol

Inni nazywają ich Huiczolami, oni sami siebie zaś określają Wixáritari – słowem, które w ich języku oznacza po prostu „ludzi”. Od lat zamieszkują górskie zakamarki pasma Sierra Madre Occidental, przez co przez lata udawało im się chronić swoją kulturę przed wpływami zewnętrznymi. Starają się żyć wedle mądrości swoich przodków.

To oni nauczyli ich, że największą świętością jest święta trójca złożona z kukurydzy, niebieskiego jelenia i pejotlu. To oni przykazali im, że co roku muszą udawać się na Wirikutę, śladem mitycznych pierwszych ludzi – świadków pierwszego wschodu słońca, które wzeszło właśnie tutaj. To właśnie tu narodził się świat. Wixáritari wierzą, że bez pielgrzymki na pustynię, nie mają prawa zrobić w ciągu roku nic. Nie mogą siać ani zbierać plonów. Nie mogą upolować ani jednego jelenia. Bez corocznej wizyty na Wirikutę świat po prostu przestałby istnieć.

Pielgrzymka to około 600 km. Kiedyś trasę tę pokonywano pieszo, w latach 70. Huiczole przesiedli się do samochodów. Z miesiąca czas wyprawy skrócił się do tygodnia. W tym roku pozwolili oni, byśmy udały się tam z nimi. To był chyba najbardziej niezwykły tydzień mojego życia. 

Jorge i jego syn Jonathan podczas polowania na pejotl.