wtorek, 19 lutego 2013

Mexico po raz trzeci!

Zawsze ubolewałam na tym wylewnie na blogu, że podróże w dzisiejszym świecie odbywają się za szybko. Że budzę się w swoim warszawskim łóżku, a zasypiam już w Meksyku. Tęskniłam za podróżami statkiem, które dają możliwość zamknięcia w głowie pewnego okresu i przygotowanie się na nowe, nieznane. I jak chciałam, tak dostałam. Po przejechaniu kilku kółeczek wokół lotniska Charles de Gaulle w Paryżu, mój lot przełożono na następny dzień. Cała ta draka zaowocowała takimi radującymi me polskie serce atrakcjami jak: noc w Paryżu, darmowy hotel Campanile, obiad, kolacja i śniadanie, open bar w hotelu, a także 430 osób, które znalazły się w tej samej sytuacji.

Bycie samotną podróżniczką w takich sytuacjach byłoby straszliwie smutne, ale na szczęście instytucja samotnej podróżniczki jest dość popularna, więc zwarłyśmy szeregi i przetrwałyśmy to wspólnie z Josephine z Danii i Katyą z Niemiec.Całe zamieszanie wydarzyło się ewidentnie przez tę drugą panią, którą lotnisko Charles de Gaulle wciąga jak czarna dziura. Spędziła ona pół roku temu 11 dni koczując właśnie na terminalu 2E w oczekiwaniu na swój lot. Cała historia była jak z filmu "Terminal", a jej siostra, która towarzyszyła jej w tej przygodzie, napisała o tym artykuł do niemieckiej prasy podróżniczej.

Obie dziewczyny, Josephine i Katya mają chłopaków Meksykanów, których akurat odwiedzały. Więc jeśli myślicie, że związek na odległość typu Warszawa-Kraków nie ma szans na przetrwanie, to spójrzcie sobie na meksykańskie miłości moich towarzyszek. Podróże kolejny raz pokazują mi, że nic nie jest niemożliwe.

Zmalowałam nam taki pamiątkowy rysunek:



Żeby było śmieszniej, wczoraj wieczorem gdy wyszłam z meksykańskimi znajomymi na powitalne tacos i piwko na Roma Norte, zupełnie przypadkiem spotkałam grupkę greckich, wykolczykowanych architektów z owego feralnego lotu. Ale zwalam to na Roma Norte jako miejsce wszelakich wyjść nocnych.

Znajomy powiedział mi, że w Polsce nawaliło tyle śniegu, że ma ochotę wskoczyć do szybu windy. Tutaj 25 stopni. Trochę wczoraj zmarzłam, ale to dlatego że zachłysnęłam się tym ciepłem i wyszłam na całą noc w gołych nogach. Ale to zimno tutaj też jest gorące. Jeśli wiecie, o co mi chodzi.

Jestem więc! Po roku od ostatniego mojego Mexica! Zjem jak nic 2000 tacos i wypiję 400 litrów pulque!

1 komentarz: