sobota, 20 kwietnia 2013

To kocham to miasto zmęczone jak ja

Fundamenty naszego świata stawia się raz. Wiedza zdobyta w dzieciństwie na zawsze pozostaje prawdziwa. Pluton zawsze będzie planetą. Pary biegnące w las i w świętego Jana zawsze znajdować będą tam kwiat paproci. A Meksyk zawsze będzie największym miastem świata. Gdy jest się w Deefe, ta prawda jawi się jako najbardziej oczywista rzecz na świecie.

To miasto jest jak sakiewka bez dna. Jak butelka wina, która nigdy się nie skończy. Jak bateria, która nigdy się nie wyczerpie. Jeśli, mój turysto, myślisz, że udało Ci się zwiedzić Wszystko, to nijak ma się to do prawdy. Tutaj must-see-places wylewają się po brzegach Doliny Meksykańskiej, a Deefe jest jednym z tych miast, na zwiedzenie którego trzeba całego rocznego przydziału urlopowego. Co najmniej. Jak sobie kalkuluję, to spędziłam tu w sumie już jakieś 4-5 tygodni. A wciąż wyjeżdżam z jakimś nieodhaczonym punktem na liście miejsc, które zamierzają poznać moje kroki. I oczywiście z każdym wyjazdem tych punktów jest coraz więcej. Apetyt rośnie w miarę jedzenia Deefe. 


A oto przegląd mojego menu z ostatniego tygodnia:

Pożarłam już niemalże wszystkie stołeczne bazary, na które miałam ochotę. Było Mercado de Sonora ze swoją białą i czarną magią, było Mercado San Juan z mięsem małpy, kokodrila i najdroższymi kanapkami świata, był Coyoacan, była La Lagunilla i było (zaocznie) Tepito. No i La Merced, ale tylko z zewnątrz, bo teraz chyba remontują. Więc teraz w kwestii bazarów zaczął męską ręką władać Aaron i ostatnie 2 dni spędziliśmy oglądając "niemiłosiernie tanie instrumenty muzyczne" (Aaron nie mógł przestać przeliczać tych okazji na dolce). We wtorki tuż przy stacji Tasquena odbywa się właśnie taki muzyczny bazar, a w świątek i piątek można przejść się na "ulicę muzyczną" w centrum Deefe. Pisałam już kiedyś, że w Deefe są ulice tematyczne, gdzie zgromadzone są sklepy specjalizujące się w danym asortymencie (kilka przecznic ulicy Allende jest na przykład ulicą sejfową, kilkanaście sklepów obok siebie, a w nich tylko sejfy!). Ulicą muzyczną jest calle Bolivar, dwie kwadry na południe od deptaka Madero.

Na bazar na Tasquenii ludzie przychodzą częstą z tylko jedną rzeczą na sprzedaż. Mniejszą lub większą.


Siedliśmy z Domem jak stare zgredy nad caguamą w centrum i biadoliliśmy za czasami, które minęły. A że park Alameda to już nie ten sam park, który powitał nas darmowymi lodami na naszym pierwszym spotkaniu. Jest teraz posprzątany, żadnych darmowych lodów ani innych stoisk, ludzi też mniej. To samo z moim ukochanych bazarkiem pod Bazyliką de Guadalupe. skąd prowadziłam zawzięty eksport gadżetów ze Świętą Panienką, z Meksyku na Pragie. Bazar sprzątnięty, szerokie promenady jakieś porobione, a sprzedawców zamietli w jakieś centrum handlowe na rogu. Pod katedrą na Zocalo ustanowiono zaś zakaz oferowania swoich usług budowlano-remontowych. Kiedyś stał tu cały rządek specjalistów typu hydraulik czy malarz pokojowy i można było sobie podjechać i zgarnąć, kogo potrzeba. Teraz pod katedrą ostał się jeden dzielny rozbitek:


Czy jeśli tak dalej pójdzie, to w Meksyku zamiast "Ale Meksyku" będziemy mieć niemiecki "Ordnung muss sein"?

"Plany podróży" są niemodnym wyrażeniem w tym moim meksykańskim sezonie, teraz jeździ się w "trasy koncertowe". Więc w Deefe kolejny raz skrzyżowały się nasze trasy koncertowe z młodymi, jurnymi Kanadyjczykami. Zaniosło nas z koncertami do jazzowego klubu Zinco Jazz, który znajduje się w podziemiach starego banku i wygląda jak tysiącletnie banki krasnoludów, oraz na wernisaż fanzinów studentów UNAM, gdzie oprócz darmowej sztuki były także darmowe piwa i absynt (!meksykańska bohema a la XIX wiek!). Compassion Gorilla totalnie rozniosło też bubkarską i bananową La Condesę:


Pod Bellas Artes przyłączyliśmy się do wielkiej parady-manifestacji klaunów. Nie chcieliśmy wiedzieć, z jakiej okazji demonstrują. Ale ta wiedza przyszła mimowolnie: manifestowali ekologicznie. "Jeden uśmiech kosztuje mniej niż światło czy energia":


Dziś z samego rana wróciliśmy do San Cris. Po raz pierwszy poczułam się, jakbym wracała do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz