środa, 27 lutego 2013

Mercado La Lagunilla

Po imprezowym weekendzie kontynuujemy wycieczkę po stołecznych bazarach. Zbliżamy się coraz bardziej do sławnego/niesławnego Tepito, na które namierzam się od dawna, ale jeszcze nie było dane mi się tam wybrać. La Lagunilla, na którą idziemy teraz, leży dokładnie po drugiej stronie ulicy od Tepito. Co więcej leży w samym centrum miasta -  10 bloków od Zocalo ("blocks" to taka oficjalna miara przestrzeni miejskiej po tej stronie oceanu). La Lagunilla to jeden z większych stołecznych bazarów, który słynie z trzech sprzedawanych tu towarów: używanych, zabytkowych mebli (jedynie w niedzielę), sukien ślubnych i ubrań na na inne święta oraz z szeroko pojętego baratillo - czyli towarów najtańszych (od hiszp. słowa "barato" - tanio).




W związku z tym zaopatrują się tu głównie Meksykanie o najniższych przychodach. La Lagunilla i okoliczne Tepito są właśnie ikonicznie takim miejscem na mentalnej mapie miasta, które znaczy - najniższa klasa społeczna. Na jej temat powstał film “Lagunilla, mi barrio" (Lagunilla, moja dzielnica) oraz telenowela o nazwie "Lagunilla". Producenci tego serialu wysyłali tu aktorów na badania terenowe. Mieli uczyć się oni od miejscowej ludności ich języka, akcentu i sposobu bycia.

Skoro to biedna okolica, to wiadomo, że nie da się uniknąć także przestępstw. Jimena zakazała mi brać na bazar pierścionki czy kolczyki - mimo że te moje są wykonane z tombaku, szmelcu lub innego żelastwa, to złodzieje mogliby o tym nie wiedzieć. A mnie wcale nie uśmiechała się taka romantyczna historia, jaka spotkała babcię bohaterki książki "Lata z Laurą Diaz" niedawno zmarłego meksykańskiego pisarza Carlosa Fuentesa. Babcia nie chciała oddać pierścionków bandycie, więc wziął je sobie sam. Razem z palcami kobiety, przy pomocy maczety. Dla babci to krótkie spotkanie i strata palców była najromantyczniejszą chwilą w życiu, a o owym zuchwałym bandycie czule myślała do śmierci... no ale ja stwierdziłam, że podziękuję. Szczególnie, że widziałam na Lagunilli złodziei, którzy bestialsko zerwali starszej kobiecie łańcuszek z szyi.

My oddałyśmy się z Jimeną jednak innym przyjemnościom. Zagłębiłyśmy się w przyjemniejszej części Lagunilli. Części, która wyposaża różnego typu uroczystości. Oprócz akcesoriów weselnych czy chrzcielnych, można znaleźć tu także przedmioty związane z uroczystościami w Polsce nie obchodzonymi. Jedną z takich uroczystości jest na przykład prezentacja dziecka w wieku lat trzech. Ubiera się dziecko na tę  okazję jak małego księcia/małą księżniczkę. Inną, bardzo popularną w Meksyku uroczystością jest quinceanera, czyli piętnaste urodziny, wyprawiane przede wszystkim przez dziewczęta. Jimena mówi jednak, że w Meksyku to święto obchodzone jest głównie przez dziewczęta bardzo bogate albo bardzo biedne. Jimena swojej quinceanery nie miała. Jeśli dziewczyna jest bogata, to rodzice wynajmują na tę okoliczność główne place w mieście albo eksluzywne kluby. Jeśli jest biedna, jej przyjęcie wygląda w sumie dość podobnie, zgodnie z zasadą "zastaw się a postaw się". Jeśli dziewczyna jest biedna, to swoją suknię kupuje właśnie na Lagunilli. Jimena, która ma firmę organizującą imprezy typu śluby, mówi, że nigdy nic na te okazje nie kupiłaby na Lagunilli.

Ja kupiłabym wszystko :D






Quinceanerę obchodzi się w całej Latynoameryce i wszędzie jest ona rytualnym przejściem od dzieciństwa ku dorosłości. W Meksyku ojciec daje wtedy dziewczynie ostanią zabawkę, a wkrótce potem matka wkłada jej na nogę pierwszy but na obcasie. Pantofelek jest zazwyczaj tak strojny lub szklany, żeby przypominał bucik Kopciuszka. Suknia zresztą w niczym nie ustępuje strojnością pantofelkowi. Wybiera się ogromne i bogato zdobione suknie balowe. Ostatnio na topie są także wróżkowe skrzydełka. Do tego dochodzi jeszcze korona.

Tak przystrojona panienka udaje się do kościoła, a następnie na imprezę. Towarzyszy jej siedem par rówieśników rekrutowanych wśród znajomych i rodziny. Nazywają się oni damas oraz chambelanes i mają symbolizować 14 poprzednich lat życia dziewczyny. Pierwszy taniec tradycyjnie należy jeszcze do ojca, ale następny tańczy już ze swoimi chambelanes. Tych z kolei, jeśli nie ma się w najbliższym otoczeniu, można sobie wynająć za pieniądze. Trzeci taniec to już nowoczesna piosenka pop i dyskotekowy układ typu Rihanna.





A ja tymczasem w rytmie radiowych przebojów jadę autobusem z Deefe do Oaxaci. Odpocząć trochę od brudu miasta, smogu i krwi w nosie, która towarzyszy mi w Deefe non stop. A pomyśleć, że gdy Hernan Cortes pierwszy raz stanął na szczycie góry i spojrzał na teren w dole, gdzie teraz leży Mexico City, powiedział, że "oto przybył do krainy najczystszego powietrza". Spójrz sobie, Cortesie, na swoje powietrze teraz. Teraz to powietrze jest tak brudne, że można je wreszcie zobaczyć:) Lecz gdy patrzę w twe oczy zmęczone jak moje, Deefe, to kocham cię, o moje miasto zmęczone jak ja :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz