czwartek, 16 stycznia 2014

Dla kogo są parachicos? (Fiesta w Chiapa de Corzo cz.2)

W Chiapa de Corzo wciąż fiesta, biesiada i ogólna la vida es un carnaval. Po tygodniu panowania chuntaes na ulicznych przebierankach, miasto biorą w posiadanie parachicos. Panowie zrzucają damskie ciuszki, które nosili od 8 do 14 stycznia, i na kolejny tydzień ubierają drewniane maski, poncza i ciężkie kosmate czapy. Sama ich nazwa mówi, że robią to dla dzieci ("para" - dla, "chico" - dziecko), ale czy aby jest tak na pewno? Wpadłyśmy w Kasią w sam środek fiesty, by wśród wirującego konfetti i oparów michelady poszukać odpowiedzi na pytanie: "Para quien son los parachicos?" (Dla kogo są parachicos).



Wczoraj byłem chunta, dzisiaj jestem parachico - mówi Wujek, który zaprasza nas do wielkiego biesiadnego stołu pośrodku ulicznej fiesty. Siedzą przy nim jego liczni siostrzeńcy, siostrzenice, bratankowie i bratanice, dlatego wujek zostaje przez nas ochrzczony Wujkiem. Podobnie jak my zmęczyli się już kilkugodzinnym paradowaniem i postanowili odsapnąć przy litrowym kubku michelady - piwa z ostrymi przyprawami. Wszyscy oni próbują nam opowiedzieć, skąd wziął się zwyczaj przebierania za parachicos. Przekrzykują się przez siebie, a każdy jest przekonany, że racja jest jego, chociaż racji jest co najmniej kilka i są to racje od siebie odmienne.

Cała parada wyruszyła po mszy, która zaczęła się o 12:00 w głównej katedrze. Oprócz orkiestry, główną jej część stanowili barwnie przebrani mieszkańcy miasteczka. Panowie i chłopcy mieli na sobie drewniane maski parachicos, a panie i dziewczynki zapierające w dech piersiach tradycyjne suknie chiapanecas. Część z nich niosła kościelne proporce, ale większość skupiła się na swoich tanecznych rolach. Parachicos brzęczą grzechotkami ("chinchines") i wykonują charakterystyczny taniec, który mi przypominał "przyjście cwaniaka na wiejską potańcówkę". Do tego złowieszczo pohukują. Gdy wpadłam pomiędzy nich i wzięli mnie w obroty tego szalonego tańca, to się wystraszyłam nie na żarty. Gdyby parachicos zobaczył jakiś twórca horrorów klasy b, to by ich wziął do serii pt. "Parachico. Fiesta krwi". Panie z kolei tańczą już tradycyjnie i pięknie, mają kwiaty we włosach i rzucają na przechodniów konfetti. Statystyki mówią, że na paradę przebiera się 50% mieszkańców miasteczka. Nie zabrakło także prezydenta Chiapa de Corzo, który przez cały dzień chodził w stroju parachico.

Nie mogło więc braknąć także Wujka, który jest lokalnym bogatym adwokatem, oraz jego rodzinnej świty. Biesiadujemy, a oni opowiadają, skąd wziął się cały zwyczaj przebierania w miasteczku. Słyszymy różne wersje legendy o bogatej pani Marii de Angulo, o której pisałam przy okazji chuntaes. Żadna z wersji nie jest identyczna z tą, którą opowiada Internet. Google bowiem powiedział mi, że Maria de Angulo miała chorego synka, którego wyleczył lokalny znachor. Wdzięczna pani nie zapomniała o wiosce swojego dobroczyńcy, gdy na tych spadła klęska suszy, a tym samym głodu. Wysłała na ulice z koszami pełnymi jedzenia swoje służące (które teraz przypominają chuntaes - mężczyźni przebrani za kobiety). Mieszkańcy zaś, gdy już się napełnili brzuszki, to zaczęli się radować. Jak to się mówi w Meksyku - panza llena corazon contento (pełny brzuch - szczęśliwe serce). Z tej radości zaczęli tańczyć po wszystkich ulicach miasta. Taniec miał być atrakcją dla małego paniczyka. Nie chcieli jednak, by się ich przestraszył. Dlatego więc ubrali oni maski, które przypominają hiszpańskie twarze - znajome chłopcu, bo przypominające mu twarze rodziny. To właśnie na pamiątkę tych tancerzy, mieszkańców miasteczka, odbywa się teraz cała uroczystość. Nazwa tancerzy "parachico" miała zgodnie z tą wersją legendy mieć związek z tym jednym konkretnym "chico" - synem bogatej pani. Ale jak tu się nie bać, jak taki dziwoląg skacze i pohukuje?

Kuzyni przy stole przekrzykują się. Maria de Angulo była z Gwatemali, ale miała męża stąd, z Chiapas - słyszymy. Bogata pani miała dziewięcioro dzieci i wszystkie były chore - krzyczy ktoś inny. Chuntaes są na pamiątkę Marii de Angulo. Tak spodobała się ona mieszkańcom Chiapa de Corzo, że też chcieli wyglądać jak ona. Przez szacunek dla niej i podziw lokalni mężczyźni tak się przebierają - tłumaczy kuzyn z wielkim przekonaniem. Takiej wersji jeszcze nie słyszałam, a słyszałam już kilka. Parachicos wyglądają zaś jak jej służba, która rozdawała mieszkańcom jedzenie - kuzyni kategorycznie zaprzeczają, że służbę arystokratki mieliby symbolizować chuntaes, a raczej parachicos.

Wszystkie stroje: parachicos, chuntaes i suknie chiapanecas przypominają jako żywo stroje hiszpańskie. Parachicos mają dodatkowo maski, które przecież są przerysowaniem twarzy konkwistadorów i kolonizatorów. Przypomina mi to zwyczaj z innego meksykańskiego miasteczka. W Michoacanie na ulicznej paradzie tańczą tak zwani "viejitos" (staruszkowie). Ich maski są podobne do tych w Chiapa de Corzo - mają one hiszpańskie rysy, ale są to tym razem twarze staruszków. W swoim tańcu wszyscy garbią się w pół i drepczą w koło przy pomocy malutkich, połamanych kroczków. Skąd wziął się zwyczaj nie ma wątpliwości - Indianie chcieli się pośmiać z Hiszpanów, którzy na starość robili się niedołężni. Tutejsi staruszkowie nie garbią się i nie opadają z sił tak łatwo jak Europejczycy. Cały zwyczaj miał być więc prztyczkiem w nos silnego kolonizatora. A masz, na starość będziesz złamany w pół, niedołężny i będziesz dreptał zamiast chodzić - wydawali się tańczyć Indianie w lokalnym zwyczaju.

Dlaczego więc nie mogłoby być podobnie w Chiapa de Corzo? Parachicos są groźni, krzyczą, straszą i cwaniakują. Takie "rozbijanie się po dzielni" nie leży raczej w naturze lokalnych plemion, było za to domeną Hiszpanów. Tacy jesteście groźni? - mogliby się śmiać Indianie - To wszystko maska i poza! Suchej nitki zaś na hiszpańskich kobietach miałyby nie zostawiać chuntaes. Zobacz Hiszpanie - zdawałby się krzyczeć przebrany w europejskie suknie tubylec - Jestem ładniejszy niż twoja kobieta. Wystarczy tylko, że ubiorę się w te hiszpańskie szmatki i upudruję nosek. Cała legenda o Marii de Angulo mogłaby być jedynie przykrywką. Przecież ta historia to zaszyfrowana metafora przyjaźni hiszpańsko-tubylczej i jest podobna do legendy Święta Dziękczynienia w USA. Dobre wytłumaczenie, żeby robić sobie jaja z Hiszpanów na legalu - czy to nie brzmi wiarygodnie? 

Tak sobie gdybałyśmy z Kasią popijając piwko na głównym placu. Kasię poznałam dzięki temu blogowi miesiąc temu i od tego czasu nasze miejsca pobytu wesoło się pokryły, tak więc mam okazję spędzać z nią dużo czasu. A Kasia jest chingona i też po latynoamerykanistyce, więc podróżuje po Meksyku z podobnie szeroko otwartymi oczami co ja. A czworo oczu to nie dwoje! Z przyjemnością słuchałyśmy wszystkich wyjaśnień legendy, które serwował nam Wujek i jego podopieczni. I im więcej ich słyszałyśmy, tym bardziej rozumiałyśmy pojęcie "legenda". Coś tam jest z prawdy, coś tam jest z alegorii, ale każdy opowiada ją po swojemu.

Co do jednego kuzyni i Wujek byli jednak pewni - powinnyśmy stanowczo przymierzyć ich stroje parachicos. Czapa, zbudowana na drewnianej skorupie, jest tak ciężka, że po kilku foteczkach musiałam ją zrzucić. Maska również wykonana jest drewna. Tajniki jej wykonania przekazuje się tu z pokolenia na pokolenie. W miasteczku są specjaliści od danych jej elementów, w tym jeden specjalista od oczu, które wyglądają na masce wyjątkowo realnie. Oczy są niebieskie, otoczone firanami rzęs, a otwory na oczy właściciela znajdują się tuż nad nimi, w zagłębieniu pod brwiami. I tu w mojej opowieści pojawi się inna osoba - la Seniora. Dla tej lokalnej damy, niebieściutkie oczy parachico są wyjątkowo ważne. No ale po kolei.

My, czapy i Wujek. Peruczki nie są na wyposażeniu parachico, to raczej nasza biesiadna impresja na temat fiesty.

Takie ze mnie straszydło.

La Seniora to jeszcze ważniejsza persona niż nasz Wujek. To jest Seniora Wszystkich Senior. Nigdy jej nie poznałam, ale jej legenda wydaje się być bardziej nośna niż legenda o Marii de Angulo. La Seniora jest starszą kobietą, niezwykle poważaną w miasteczku. Tym razem La Seniora to nie jest żadna umowna ksywa wymyślona przez nas, ale oficjalne miano, jakim się ją tutaj tytułuje. Jak zapytasz o La Seniorę, to każdy wie, kto zacz. La Seniora zasiada w Patronato, który zajmuje się organizacją całej fiesty. Pepe, tamburynista w zespole Aarona, w zeszłym rokiem zaskarbił sobie jej przyjaźń dwoma rzeczami. Tym, że jest Włochem, więc dumnie można mu pokazać lokalne zwyczaje. Oraz tym, że opowiedział jej, że we Włoszech je się konie. Pepe stał się więc naczelną ciekawostką festiwalu pt. "Powiedz mojemu sąsiadowi, co wy jecie we Włoszech". Pepe nie mógł wyjechać z Chiapa de Corzo bez trzech pożegnań z La Seniorą. A w tym roku nie mógł się tam nie pojawić. Oprócz szczodrych przywitań La Seniora miała dla niego misję w znaczeniu quest.

Pepe ma bowiem załatwić oczy dla parachicos. No bo u nas to są jednak takie malowane na drewnie - przyznała się La Seniora - A wy tam we Włoszech macie specjalistów, którzy robią oczy szklane. Te oczy wyglądają jak żywe! Pepe, kochaneczku, przywieź nam do Chiapa de Corzo takie oczy z Włoch. Cena nie gra roli. Chciałabym się skupić na ostatnim zdaniu. Bo takie festiwale w Meksyku muszą być zawsze "na bogato". Nawet najmniejsze miasteczka na swoje fiesty zapraszają największe muzyczne sławy. W Coatepec festiwal trwał chyba przez trzy tygodnie, a codziennie była taka gwiazda, że nie w kij dmuchał. Czy to "postaw się, a zastaw się" czy raczej wielkie umiłowanie tradycji? Duma, patriotyzm lokalny czy karnawałowa meksykańska dusza? Jedno jest pewne. Tutaj nikt nie pyta, dla kogo są parachicos. Parachicos są, bo to jest tradycja. Najlepsze wytłumaczenie, jakie usłyszałam na pytanie "dlaczego to robicie?", to "Bo to tradycja". A czy my wiemy, skąd wzięło się malowanie jaj, ubieranie choinki czy lanie wosku na św. Andrzeja? Czy znamy genezę tych zwyczajów? To po prostu tradycja. I dla niej z pewnością warto wydawać krocie.

Mini-maski panie wpinają sobie we włosy. Ja też kupiłam sobie taką spinkę i będę tym ziomkiem straszyć teraz po Warszawie.







Kasia udaje, że się nie boi.

Kolczyki tej pani!






Pierwszą część relacji z festiwalu w Chiapa de Corzo znajdziecie TUTAJ.




AKTUALIZACJA - ZDJĘCIA Z 2016 roku:

niño,

niña iglesia church girl






chiapa de corzo, meksyk, parachicos, mexico, chiapas, wielka fiesta, fiesta de enero, karnawał, san sebastian




chiapa de corzo, meksyk, parachicos, mexico, chiapas, wielka fiesta, fiesta de enero, karnawał, san sebastian

chiapa de corzo, meksyk, parachicos, mexico, chiapas, wielka fiesta, fiesta de enero, karnawał, san sebastian

1 komentarz:

  1. Wlasnie jestem w tej miescowosci i przypadkowo trafilem na tego bloga - szkoda ze ta fiesta byla w poprzednim miesiacu :)

    OdpowiedzUsuń