wtorek, 21 stycznia 2014

Zinacantan i św. Sebastian

Na świecie Blue Monday, a w Meksyku tyle okazji do fiesty, że aż żal, że nie można być wszędzie jednocześnie. Ja wybrałam się do miasteczka Zinacantan, by zobaczyć najdziwniejszy dzień św. Sebastiana w moim życiu. Byli mężczyźni przebrani za mech, murzynów, jaguary i za kobiety oraz było także... rzucanie się wypchanymi wiewiórkami. 



Zinacantan to magiczna kraina, gdzie pod ziemią żyją krasnoludki i małpy, które były nieudanymi pretendentami do bycia ludźmi. To miejsce, gdzie każdy człowiek ma dwie dusze, z których jedną dzieli z jakimś zwierzęciem. To miasteczko pełne świętych przedmiotów i miejsc, przed którymi trzeba się mieć na baczności. W ciągu dnia to wam się tutaj nic nie stanie, ale nocą lepiej się tu nie przychodzić - mówi nam Mariano, mieszkaniec miasteczka, który w trakcie fiesty zabiera nas na wycieczkę nad rzekę. Trochę mimo wszystko się niepokoimy, bo właśnie weszliśmy na teren oznaczony tabliczką "Święta ziemia, zakaz wstępu parom", a Mariano nad brzegiem opowiada nam historię o ogromnym wężu, który grasuje w tych wodach. Taki wąż to nie przelewki, była tu ostatnio jedna kobieta ze swoim baranem i widziała. 

Miasteczko leży niecałą godzinę drogi od Chiapa de Corzo, ale dzień św. Sebastiana wygląda tu zupełnie inaczej. 98% Zinacantanu stanowią Indianie Tsotsil Maya, a oficjalnym językiem jest tu właśnie tsotsil. Wśród 30 tysięcy mieszkańców miasteczka i okolic znajdziemy 300 curanderos oraz kilkadziesiąt osób pełniących cargos. Cargos to pojęcie-wytrych dla zrozumienia organizacji społecznej w wielu małych meksykańskich miasteczkach. Są to pewnego rodzaju funkcje, które pełni się w lokalnej społeczności. Stanowiska te są przechodnie i ułożone w pewnej hierarchii - nie można przeskoczyć na najwyższe cargo bez pełnienia wcześniej wszystkich pozostałych. Funkcje te zarezerwowane są dla mężczyzn, ale ich żony często pomagają im w obowiązkach. Im wyższa funkcja, tym często także większe wydatki na lokalną społeczność. Cargos najlepiej widać właśnie w trakcie takich fiest jak dzień św. Sebastiana. Tu przebranie danej osoby zależy właśnie od jej funkcji. Osoby pełniące wyższe cargos w lokalnych rytuałach na okres fiesty stają się aktorami w zadziwiającym przedstawieniu, którego sens i symbolikę trudno wytłumaczyć. Najważniejsze cargos obligują do przebrania się (za koleją,m.in.) za Panów Hiszpańskich, Hiszpańskie Damy, Jaguary, Opierzone Węże i za Murzynów.

Rytuały trwają przez kilka dni przed i po 20 stycznia, a te podczas samego dnia św. Sebastiana są powtarzane kilkakrotnie. Każdy element tego rytualnego przedstawienia jest ważny. W pozornie chaotycznym tańcu na przykład każdy ma jasno przypisane miejsce: tu ma tańczyć Jaguar, a tu Murzyn, a pośrodku Opierzony Wąż i Człowiek-Mech. Każdy ruch, każde słowo jest ważne i niesie za sobą głębszą symbolikę, ale jaką? Dlaczego Jaguary wspinają się na drzewo i ciskają w ludzi fragmentami jedzenia? Dlaczego rzuca się wypchanymi wiewiórkami? Tego do końca nikt nie pamięta. Dlaczego jesteś tak przebrany? Co oznacza to lusterko na twojej piersi? - zapytała Kasia Hiszpańską Damę. Costumbre (zwyczaj) - odpowiedział przebrany mężczyzna krótko i na temat. O ile w Chiapa de Corzo wytłumaczeń lokalnych zwyczajów było wiele i to często sprzecznych, to tutaj jest tylko jeden. Dlaczego ci mężczyźni malują sobie twarze na czarno? - zapytałam Mariano. A no bo widzisz, to jest tak - chłopak zamyślił się i już wydawało się, że zamierza mi to jakoś inaczej wytłumaczyć - To jest takie nasze. To jest tylko u nas, w Zinacantanie. W Chamuli tak nie robią.

Po powrocie z Zinacantanu złapałam się więc za przekopywanie netu na ten temat. Na wszystkie sposoby starałam się zadać Googlowi to jedno pytanie: DLACZEGO. W końcu dokopałam się do naukowego opracowania Evon Z. Vogta and Victorii R. Bricker, którzy nie wyjaśniają może, dlaczego akurat rzuca się wiewiórką wypchaną w przebranego Jaguara, ale próbują się dokopać do znaczenia całości święta. Spośród kilku podanych przez nich hipotez moją uwagę zwróciła ta, którą nazywają "rytuałem odwrócenia". Piszą, że tego typu zwyczaje były popularne w całej Ameryce i polegały na pokazaniu społeczeństwa w okresie przejścia, w ważnym dla niego momencie historycznym. Dla lokalnej społeczności było więc to niewątpliwie przybycie Hiszpanów. W przedziwny sposób odtwarzają oni ten fakt historyczny w dzień św. Sebastiana rokrocznie w tej samej formie. Jak to wygląda, zobaczycie na poniższych zdjęciach i przeczytacie w opisach pod nimi.

Panowie, którzy pierwszy rok pełnią najwyższe cargo - alcaldes - mają zaszczyt przebrać się za Hiszpańskich Panów. O dwunastej tańczą oni przed drzwiami kościoła charakterystyczny pomrukujący "Taniec Pijaków". Następnie przez cały dzień (z przerwami) tańczą przed trzema krzyżami w towarzystwie innych zacnych panów z wysokich cargos. Pierwszy i drugi regidores przebierają się za Białogłowych (na głowie filcowe kapelusze, w rękach łuki i grzechotki), a trzeci i czwarty są Lakandonami (granatowe płaszcze z czerwonymi i bordowymi warkoczami). Dwaj najstarsi alfreces są zaś Hiszpańskimi Damami. Reszta, niższego w hierarchii cargos, towarzystwa tańczy po drugiej stronie placu.

Hiszpańskie Damy są dwie i często uosabia się je... ze świętym Sebastianem oraz świętym Wawrzyńcem - patronami miasteczka. Zapewne dlatego noszą na piersi lusterka. Taki gadżet mają bowiem lokalne figury świętych w kościołach. Tutaj tradycyjne zdjęcie z coca-colą. Nie ma rytuału bez coca-coli.

Przenosimy się do przeciwległej grupy tańczących. Tam widzimy już bardziej zwierzęce towarzystwo. Kolejni dwaj alfreces przebierają się za Jaguary. Kiedyś ich atrybutem był wypchany - niegdyś żywy - zwierzak, teraz zadowalają się maskotką. Czy papieros jest atrybutem niezbędnym - nic mi nie wiadomo, ten pan jednak w rytualnym tańcu nie wyjmował go z ust.

Najniższa z czterech cargos - mayordomos - mają także swoje podgrupy w liczbie trzech. Mayordomos reyes (dwóch) przebierają się na św. Sebastiana za Opierzone Węże. W dziobach mają kolbę kukurydzy, gdyż według mitologii to właśnie ten bóg odnalazł kukurydzę i podarował ją ludziom niczym Prometeusz ogień.

Od 6 do 8 mayordomos mayores przebiera się za tzw. Czarnoskórych. Kiedyś barwili oni sobie twarz popiołem, teraz wykorzystują farbę do butów. Jedna teoria mówi, że przypominają oni czarnoskórych niewolników w armii hiszpańskiej, druga zaś, że to lokalne demony. Ich wiernymi towarzyszami są wypchane wiewiórki. Wiewiórki mają błyskotki zamiast oczek, rozczapierzone łapki i fikuśne wstążeczki na szyi. Oprócz tego, że służą do rzucania nimi (o czym za chwilę), to stanowią także element komiczny.
Do zadań Czarnoskórych należy bowiem wyśmiewanie się z osób pełniących cargos, które nie wywiązały się z obowiązku przebrania się na dzień św. Sebastiana. Lol'Uch woli kupować żonie wstążeczki na targu, zamiast spełnić swój obowiązek wobec społeczności - krzyczą Czarnoskórzy (oczywiście w języku tzotzil), jeśli mają litość dla biednego Lol'Ucha. Jeśli nie mają litości, to pod adresem jego i jego żony lecą żarty już mniej wybredne, a wypchane wiewiórki uosabiają życie seksualne owego nieszczęśnika. Lol'Uch z Xinką zawsze się bzykają, nawet jak nie są w domu - krzyczą Czarnoskórzy. U wiewiórki na zdjęciu możecie zaobserwować czerwoną plamkę na kroczu, dzięki której wiewiórka ma wyglądać bardziej jak owa Xinka.

Mayordomos mesoneros - najniższa grupa wśród cargos - przebiera się za Drzewne Mchy. Wszyscy razem, w dwóch wspomnianych grupach ("ludzkiej" i "zwierzęcej") tańcują po dwóch stronach placu w rytm muzyki orkiestry dętej. Jaka muzyka to była kiedyś - nie wiem, teraz jednak słyszałam popularne przeboje z programu Banda Max, w tym przede wszystkim ulubiony hit "Camaron", który porównuje krewetkę do penisa i jest mocno rubaszny. Rytualny taniec jest zaś charakterystyczny, bo polega na "cofaniu się". Czy oznacza to pragnienie odwrócenia historii? Czy ma związek z zakończeniem starego roku, a rozpoczęciem nowego?

Po charakterystycznym tańcu Jaguary i Czarnoskórzy przenoszą się kilka kroków dalej pod tzw. Drzewo Jaguarów. Jest to pozbawiona kory olcha wbita tu w ziemię 17 stycznia. Na drzewo wspinają się trzej aktorzy: jeden Czarnoskóry i dwa Jaguary. W tym czasie pozostali Czarnoskórzy trzy razy okrążają drzewo. Towarzystwo na czubku drzewa zaczyna krzyczeć, gwizdać i jeść owoce, a ich strzępki rzuca na dół. Podobno ma być to pożywienie dla wiewiórek (wypchanych), które w tym czasie leżą na ziemi wokół drzewa. Czy mogą być pożywieniem dla istot żywych - bałam się sprawdzić. Kiedy dostałam kawałkiem pomarańczy w głowę, nie ważyłam się spróbować.

Po takim posiłku wypchane wiewiórki ożywają i zaczynają krzyczeć z rąk Czarnoskórych. Ci zaczynają rzucać nimi w Jaguary. Dolny Jaguar łapie wypchane zwierzęta, podrzuca je Górnemu Jaguarowi, a ten z kolei Czarnoskóremu na czubku. Ten zaś zrzuca zwierzaki z powrotem na dół. Podobno kiedyś rzucano nie tylko wiewiórami, ale także wypchanymi iguanami, coatimi i małpami, wczoraj jednak ich nie widziałam w locie. Jeden z Czarnoskórych nosił jedynie na plecach wypchaną małpę. Podziękowała z pewnością za to Kasia, która z kolei dostała w głowę wypchaną wiewiórką. Z małpą albo coatim byłoby gorzej.

Cały rytuał przy Drzewie Jaguarów kończy się zejściem towarzystwa z czubka drzewa na dół. Tu jest najweselej. Wiewiórki bowiem w tym czasie podgryzają genitalia delikwentów. Śmiechu jest po pachi.

Za ołtarzami, gdzie odbywają się tańce, znajdują się zaś takie magazyny. W kanistrach oczywiście wysoko procentowane trunki, które podczas tańców, przed nimi i po nich popijają aktorzy. Wszystkie rytuały powtarzają się kilka razy, za każdym razem jednak są coraz krótsze i pozbawione niektórych elementów. Rytuały są przez cały dzień, ale lepiej jedźcie wcześniej, bo potem wszyscy będą coraz bardziej pijani - doradził nam Rudy przed wyjazdem i teraz już rozumiemy sensowność tej rady.

Do zadań osób pełniacych cargos należy także ozdobienia kościoła. Najwyższe cargo ozdabia go w środku, kolejne na zewnątrz. Wszystko na bogato!

Nie tylko aktorzy są pięknie przebrani. Wszyscy mieszkańcy miasteczka mają stroje w haftowane kwiaty. Wszystko w lokalnych kolorach: różowym, czerwonym, fioletowym. Ubierają się tak na co dzień, a nie tylko od wielkiego dzwonu św. Sebastiana.

Gdy wyjeżdżaliśmy, rozstawiono właśnie naprzeciwko siebie dwie ogromne sceny. Z których leciał na cały regulator Michael Jackson.

Samochody były na tę okazję ozdobione pluszakami w formie jaguarów...

... albo tygrysów. Co z tego, że tygrysy nie żyją w Meksyku, tylko w Azji. Pewnie łatwiej je dostać w sklepie ;)

No i jeszcze kilka zdjęć dumnych mieszańców Zinacantanu:


Ryśka i Kasię poznaliśmy w niedzielę. Jadą przez całą Amerykę Łacińską, a przygody opisują TUTAJ.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz