czwartek, 14 stycznia 2016

Sylwester w Oventic albo 22. rocznica powstania zapatystów

- 1 stycznia 1994 roku, 22 lata temu, powiedzieliśmy publicznie "DOŚĆ!"  - rozbrzmiało ze sceny zorganizowanej na tutejszym boisku do koszykówki. W nocy, kiedy na świecie obchodzi się pożegnanie starego roku i powitanie nowego, tutaj świętuje się rocznicę powstania zapatystów. Jestem głęboko w górach stanu Chiapas, w Oventic, jednej z pięciu autonomii zapatystowskich. Naookoło boiska do koszykówki pod namiotami z brezentu rozłożyli swoje obozowiska Indianie, którzy przybyli tu z odległych wiosek w stanie Chiapas. W kominiarkach, chustach na twarzach, w tradycyjnych indiańskich strojach świętują rocznicę powstania, które pisarz Carlos Fuentes nazwał "pierwszą post-komunistyczną rebelią w Ameryce Łacińskiej". Rocznicę powstania, które wyróżniło się na tle innych, jakże licznych powstań i rewolucji w tej części świata. Witold Gombrowicz żartował swego czasu, że w Ameryce Łacińskiej można przeczekać rewolucję siedząc w kawiarni. Powstanie zapatystów przegapić było dość trudno, a głos Indian z meksykańskiego stanu Chiapas usłyszał cały świat.


Gdy 1 stycznia 1994 roku rozległy się strzały, myślano, że to jeszcze sylwestrowe fajerwerki. Szybko zajęto 5 powiatów, w tym miasto San Cristobal de las Casas. Nazwali się EZLN, Zapatystowską Armią Wyzwolenia Narodowego, w ukryciu działali już od 10 lat. Byli Indianami z małych wiosek z Chiapas. Miejsca, które pod koniec XX wieku było wciąż najsłabiej zelektryfikowanym stanem Meksyku, gdzie było najmniej szkół, gdzie żył największy odsetek analfabetów. Regionu Meksyku, gdzie pod koniec XX wieku obowiązywała wciąż anachroniczna struktura posiadania ziemi, gdzie większość terenów pozostawała wciąż w rękach wąskiej grupy najbogatszych. Było to miejsce, gdzie jak na dłoni było widać, że ideały rewolucji meksykańskiej ani konstytucji 1917 roku nie zostały spełnione. Dlatego w nazwę swojej organizacji włączyli nazwisko przywódcy rewolucji 1910 roku - Emiliana Zapaty. Żeby niejako kontynuować jego niedokończone dzieło.

- Na sztandarze naszych oczekiwań powiewa 11 żądań - pragniemy ziemi, pracy, jedzenia, zdrowia, edukacji, godnego mieszkania, niezależności, demokracji, wolności, sprawiedliwości i pokoju - słyszę ze sceny. Postulaty zapatystów od 22 lat wciąż są takie same. Nigdy nie pragnęli władzy na szczeblu krajowym, chcieli zmiany niektórych praw, które zapewniłyby obywatelom godne życie. Wtedy, na początku lat 90. czarę goryczy przelała reforma rolna, która zakładała likwidację wspólnotowej własności ziemskiej, czyli tradycyjnych, indiańskich ejidos. Ziemie zostały odebrane Indianom i przekazane na sprzedaż. Indian nie było na nie stać, więc tereny trafiły do wielkich właścicieli ziemskich. Spadała także cena kawy, która była tutaj głównym źródłem dochodu. Międzynarodowe korporacje eksploatowały tutejsze surowce naturalne, a miejscowa ludność w żaden sposób z tego nie korzystała.

Datę 1 stycznia wybrano bardzo starannie. Była to decyzja strategiczna - spodziewano się, ze z racji nocy sylwestrowej meksykańskie siły zbrojne stacjonujące w okolicy nie będą w stanie skutecznie stawić oporu powstańcom. 1 stycznia 1994 roku było też datą podpisania Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu między Meksykiem, USA i Kanadą. Tutejsi Indianie wiedzieli, że w żaden sposób nie poprawi on życia najbiedniejszym, a wręcz przeciwnie - pozbawi ich wszelkich szans na konkurowanie z wielkimi koncernami oraz zagranicznym kapitałem. Tutejsi Indianie wiedzieli, że pakt będzie prowadził do jeszcze większego rozwarstwiania się życia społecznego w Meksyku. Wybuch powstania 1 stycznia 1994 roku był także świetnym posunięciem medialnym - połączenie powstania Indian z Chiapas z protestem przeciwko NAFTA dało EZLN międzynarodowy rozgłos. 

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

Świetny PR grupy EZLN to coś, co z pewnością wyróżniało zapatystów na tle innych powstań Ameryki Łacińskiej. Zapatyści szybko porzucili walkę zbrojną, mówiąc, że "musieli wybrać, więc wybrali życie". Nie mieliby zresztą większych szans w starciu z wysłanymi tutaj siłami wojska meksykańskiego, z czego doskonale zdawali sobie sprawę i zapewne to także wpłynęło na decyzję o zmianie charakteru powstania. Ogłoszono się zatem pokojową rewolucją, zaznaczono, że powstanie zbrojne służyło tylko zwróceniu uwagi na żądania zapatystów. Zapatyści w swoich działaniach posługiwali się także telefonami satelitarnymi oraz internetem, przez co niektórzy nazywają EZLN pierwszym nowoczesnym ruchem rewolucyjnym. Na czele organizacji stanął niezwykle medialny Subcomandante Marcos - figura, maska, raczej świetnie skonstruowany konstrukt medialno-polityczny, a nie osoba z krwi i kości.

Przywódca EZLN nigdy publicznie nie zdjął kominiarki, a rząd meksykański próbował ustalić jego tożsamość. Odkryto, że Marcos naprawdę nazywa się Rafael Sebastián Guillén Vicente i że jest absolwentem filozofii na UNAM-ie, uniwersytecie w Mieście Meksyk. Pochodził z klasy średniej, jego rodzice byli nauczycielami w wiejskiej szkole. EZLN nigdy nie potwierdziło tożsamości Marcosa, on sam zresztą zawsze stronił od odpowiedzi na jakiekolwiek osobiste pytania. Marcos miał być tylko oknem, przez które można było zobaczyć szerszy krajobraz sprawy zapatystów. Dobrze skonstruowany lider z nieodłączną kominiarką oraz fajką w ustach miał być tylko "kolorowym podstępem", który miał sprawić, że sprawa Indian zostanie dostrzeżona. - Oni mogą zobaczyć jedynie kogoś tak małego jak oni sami. Stwórzmy więc kogoś tak małego jak oni, żeby mogli go zobaczyć, a przez niego będą mogli zobaczyć nas - mówili zapatyści.

Gdy zapytano Marcosa o wiek, odpowiedział, że ma 518 lat - Tak, Marcos jest gejem - odpowiedział Subcomandante na spekulacje na temat swojej orientacji seksualnej - Marcos jest gejem w San Francisco, czarnym w RPA, Latynosem w San Diego, Azjatą w Europie, anarchistą w Hiszpanii, Palestyńczykiem w Izraelu, Indianinem na ulicach San Cristobal, Żydem w Niemczech, Cyganem w Polsce, Mohawkiem w Quebecu, pacyfistą w Bośni, samotną kobietą o dziesiątej wieczorem w metrze, chłopem bez ziemi, robotnikiem bez pracy. Marcos jest każdą wykorzystywaną i nękaną mniejszością, która stawia opór i mówi "dość" - dokończył. Protest przeciwko ciężkim warunkom życia Indian na południu Meksyku urósł do ogólnoświatowego sprzeciwu wobec nierówności i niesprawiedliwości społecznej. Zapatyści z walczących o swoje prawa Indian stali się trybunami antyglobalizmu oraz orędownikami antyneoliberalizmu.

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

- Jesteśmy ludźmi z godnością, determinacją i ze świadomością walki o prawdziwą wolność i sprawiedliwość dla wszystkich. Bez względu na kolor skóry, rasę, płeć, wiarę, kalendarz czy geografię. Właśnie dlatego nasza potyczka nie jest lokalna, regionalna ani nawet narodowa. Jest uniwersalna - mówi w sylwestrową noc subcomandante Moises, nowy lider zapatystów. Marcos raz na jakiś czas pojawia się, zmieniając tylko imiona, by niejako podkreślić hologramiczną nietrwałość swojej postaci. W 2006 roku po 5 latach swojej nieobcności Marcos powrócił jako Delegate Zero, by wziąć udział w tzw. "Innej Kampanii" o prawa meksykańskich Indian w meksykańskim parlamencie. Oficjalnie wycofał się znów w maju 2014 roku twierdząć, że zapatyści nie potrzebują już jego postaci do swojej walki. Teraz pojawia się pod pseudonimem Subcamandante Galeano od nazwiska członka EZLN zabitego w 2014 roku w caracolu La Realidad w starciach z siłami paramilitarnymi. Nowy sub ma być niejako nowym wcieleniem, przedłużeniem życia zmarłego towarzysza. 

Na scenie pojawiają się z przemówieniami także inni członkowie EZLN, ich wystąpienia przerywa skoczna melodyjka. Jest też muzyka w wykonaniu rekrutujących się wśród zapatystów zespołów. W swoich charakterystycznych pasamontañas (kominiarkach) oraz paliacates (czerwonych chustach zasłaniających twarz) są tu orkiestry marimby, a także grupy grające rock w lokalnych językach indiańskich, jest zaangażowany w sprawę zapatystowską hip-hop. Są Indianie w tradycyjnych lokalnych strojach, procesja z muzyką, a także cicha gitarowa muzyka w strojnie przyozdobionym w kościele. Wśród kilku tysięcy Indian przybyłych na obchody rocznicy powstania jest tu też trochę meksykańskich oraz zagranicznych gości. Zostajemy wpuszczeni po okazaniu paszportu, odpowiedzeniu na kilka podstawowych pytań oraz po deklaracji, że jesteśmy sympatykami Sexty, czyli najnowszej, Szóstej Deklaracji z Puszczy Lakandońskiej z 2005 roku. Dla gości przygotowano nieodpłatnie budynek, w którym można przespać się na podłodze albo w hamaku. Jest również pole namiotowe. Indianie rozłożyli wokół sceny prowizoryczne namioty z brezentu, pod którymi będą spać całymi rodzinami. 


Fot. Jana Anna


Oventic znajduje się 60 km od San Cristobal de Las Casas i jest jedną z pięciu autonomii zapatystowskich, które nazywane są caracolami (z hiszp. "ślimak"). Po latach nieudanych negocjacji oraz ofiar, niespełnionych obietnic rządu oraz starć zapatystów z siłami rządowymi oraz paramilitarnymi, caracole są jednym z sukcesów EZLN. W 2003 roku 40 zapatystowskich municypiów na terenie stanu Chiapas podzielono na pięć autonomii: Oventic, Morelia, La Garrucha, Roberto Barrios oraz La Realidad. W miejsca te można przyjechać i za zgodą zapatystów zobaczyć wioskę, najczęściej pod opieką przewodnika-zapatysty, który oprowadza i odpowiada na pytania odwiedzających. Najczęściej odwiedzane są caracole Oventic oraz La Realidad, a wizyta w tych miejscach znajduje się często w planie wycieczki turystów odwiedzających Chiapas. Taka turystyka dostała już termin na swoje określenie - zapaturismo, a sam jej fenomen jest zjawiskiem tak złożonym, że poświęcę jej niebawem osobny wpis na blogu.

Caracole rządzone przez tzw. Rady Dobrego Rządu (Juntas de Buen Gobierno). Nie są rozpoznawane przez władze stanowe ani federalne, ale same nazywają się autonomiami i na swoim terenie przeprowadzają programy edukacyjne, troszczą się o opiekę medyczną, starają się także o lokalnych sprawach decydować w kolektywie, wspólnie podejmować decyzję i ustalać prawa rządzące w caracolach. - I widzimy, prosto z naszych prostych serc, że jest to najzdrowsza z dróg, bo to narodziło się i rosło w samych mieszkańcach. To sami ludzie mówią o swoich opiniach, dyskutują, myślą, analizują, czynią propozycję i decydują, co jest najlepsze dla nich, podążając za przykłądem swoich przodków - mówi ze sceny Subcomandante Moises.

Zapatyści usunęli się nieco w cień z politycznych przepychanek, ze światła medialnych fleszów, by skupić się na swoich lokalnych sprawach, Zgodnie ze swoją myślą, która mówi, że "wielu małych ludzi, w wielu małych miejscach, robi małe rzeczy, by zmienić świat" starają się "myśleć globalnie i działać lokalnie". - Może i w naszych społecznościach nie mamy domów z cementu, nie mamy cyfrowej telewizji ani nowiutkich samochodów, ale nasi ludzie wiedzą, jak pracować na swojej ziemi - głosi tegoroczne sylwestrowe przemówienie - Jedzenie na ich stołach, ubrania, które noszą, lekarstwa, które zażywają, wiedza, której się uczą, życie, które wiodą jest ICH, jest wynikiem ich własnej pracy oraz ich własnej wiedzy.

Badania uniwersytetu UNAM pokazały, że na terytoriach zapatystowskich służba zdrowia działa o wiele lepiej niż innych częściach Chiapas. Znacznie lepiej funkcjonuje także edukacja oraz poszanowanie praw kobiet. - Nie mamy żadnej książki, ani manualu, ani żadnej doktryny, która powiedziałaby nam, w jaki sposób buntować się, a jednocześnie budować coś nowego i lepszego. Może nie robimy tego idealnie, może robimy to inaczej, ale robimy to my sami. Nasi ludzie, nasze kobiety i nasi mężczyźni, nasze dzieci i nasi starsi - mówi Moises.

Oventic.

Oventic.

Oventic.

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

Fot. Jana Anna

Nasza polsko-meksykańsko-czeska ekipka.


Fot. Jana Anna

Pozycje książkowe o zapatystach po polsku:
- Barbara Prądzyńska "Inny Meksyk. Inne sny: Opowieści Zapatystów"
- Artur Domosławski "Marcos". W: "Gorączka latynoamerykańska"
- Karol Derwich "Zapatyści w Chiapas". W: "W krainie pierzastego węża. Historia Meksyku od podboju do czasów współczesnych"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz