niedziela, 15 lipca 2012

Futra, małpy i R2D2 - czyli karzełki w lucha libre

Czytałam ostatnio artykuł w "Przekroju" o tym, że w mediach nie wypada śmiać się już z karzełków, więc obecnie rolę karłów do śmiania, przejęli w Polsce obcokrojawcy, pokroju Bilguuna Ariunbaatara. Ciekawym było to porównanie i otwierającym dyskusję, jednakże nie to mnie w tym całym spostrzeżeniu najbardziej zaciekawiło. A mianowicie: jak to nie wypada się już śmiać z karzełków?! Byłam dopiero co powrócona z Meksyku, a tam karle poczucie humoru atakuje na każdym kroku. Szczególnie, jeśli chodzi o lucha libre. Nie ma lucha libre bez masek, bez blichtru i bez karzełków właśnie.

W 2005 roku to właśnie karzełek został oficjalną maskotką CMLL, dosł. Światowej Rady Lucha Libre, która zawiaduje tym sportem w Meksyku i sprawuje rząd dusz nad wizerunkiem jednej z największych meksykańskich świętości, jaką jest bez wątpienia lucha libre. Karzełek ten zwie się Kemonito i zerka na nas groźnie oczami niebieskiego zawadiackiego ni to goryla, ni to szympansa, ni to makaka.


Kemonito to nie jakiś tam naszkicowany dizajn specjalistów od meksykańskiego marketingu, ale żywy człowiek, karzełek, włożony w taki, z pewnością bardzo potogenny kostium. Ten żywy człowiek zanim został Kemonitem, zyskał niebywałą sławę jako Alushe - mini luchador, który stawał w szranki na prawdziwym, pełnowymiarowym ringu z prawdziwymi, pełnowymiarowymi luchadorami. Możemy sobie te walki obejrzeć w dziesiątkach youtubów.




Alushe zdobył sobie popularność dzięki swojemu druhowi - Tinieblasowi. Tinieblas to pełnowymiarowy luchador, meksykańska sława nad sławami, na tyle sławna, że mogę zaryzykować stwierdzenie, że to drugi meksykański luchador wszechczasów zaraz po El Santo. W 1988 roku spece od marketingu Tinieblasa wymyślili, że warto byłoby nieco osłodzić jego groźny wizerunek taką właśnie maskotką, która stanie się jego "przyjacielem" oraz wabikiem na małoletnich przyszłych fanów luchadora.
Tinieblas i Alushe dla dzieci.Tinieblas i Alushe - plastikowi królowie.
Sama ksywka "Alushe" pochodzi od mitologicznego majowskiego skrzata "aluxa". Przydomek luchadora z resztą bezpośrednio naziązuje do tej genezy i karzełka zwie się oficjalnie "Alushe, El Duende Maya" (Alushe, Majowski Skrzat). "Alux" to taki ledwo odrosły od ziemi leprykon po majowsku. To sięgający do kolana chochlik, który wyczynia różne kpiny i zgrywy, i nosi się tradycjonalnie w majowskich ciuchach. Nasz Alushe jednak za nic miał sobie ludowy outfit i zdecydował pójść z duchem czasu i na swój firmowy kostium obrał futro owłosionego ewoka z "Gwieznych Wojen".


Sam żywy człowiek, który siedzi w tym ewokowym wdzianku, sam nigdy nie wychylił nosa zza swojego kostiumu. Nie wiadomo tak naprawdę, kim jest, ile ma lat i jak się nazywa. Samo ukrywanie swojej tożsamości przez luchadorów w cieniu swej maski, to zjawisko dość popularne (El Santo podobno nigdy nie pokazał twarzy, a w swej masce został nawet pochowany). Ale o ile inni nie chcą o swojej tożsamości po prostu mówić, to o Alushe mówi się dużo i mówi się cuda na kiju. Oficjalna historia Alushe rzecze, że naprawdę jest majowskim skrzatem z południowo-wschodniego Meksyku i urodził się w roku 1767 (coż za urocza historyczna precyzja!). Swoją karierę zaczął zaś w wieku 221 lat. Komiks, na łamach którego odbywa ze swoim komapanem Tinieblasem różne przygody, mówi zaś, że Alushe pochodzi z planety z innego wymiaru. Chciał on być tam wojownikiem, ale był za niski. Na szczęście w jakiś zadziwiający sposób spotkał Tinieblasa i ten dał mu możliwość być luchadorem.

Alushe vel Kemonito to oczywiście nie jedyny karzełek w szeregach luchadorów. Od 1992 roku mają oni nawet swoją własną ligę lucha libre, która nazywa się Mini Estrellas (Małe Gwiazdy). Jak pisze Lourdes Grobet w książce "Espectacular de lucha libre" karzełki przybyły do meksykańskiego lucha libre w 1952 roku. I co ciekawe, przybyły tam z USA. W Stanach wciąż istnieje podobna liga wrestlingu dla karzełków, jednak jest mocno krytykowana przez organizację Little People of America i na fali modnej tam politycznej poprawności zostanie pewnie niebawem zestrzelona w niebyt. W samym Meksyku liga ma się dobrze. Co trzeba nadmienić, nie jest ona na wyłączność dla osób cierpiących na karłowatość, ale dla wszystkich luchadorów, których wzrost nie przekracza 1,53m. Niektórzy z mini zawodników walczą również w standardowej klasie wzrostowej (zwani są wtedy "mascotas"), co jest krytykowane przez autorytety lucha libre, Luisa Spotę i Rafaela Barradasa, za "robienie z tego sportu cyrku". Popularnym jest też posiadanie przez popularnych luchadorów swojej wersji mini w postaci karzełka właśnie. 

Arturito to kolejna inspiracja "Gwiezdnymi Wojnami".
Arturito to hiszpańskie zdrobnienie, które brzmi jak imię robota z filmu - R2D2
.
Swoją drogą, nie wiem, czy wiecie, ale R2D2 w filmie nie był grany przed odkurzacz ,ale przez karzełka, który podczas nagrywania filmu siedział w środku robota.

Bohater filmu Jacka Blacka "Nacho libre" jest tak marnym luchadorem, że nie może wygrać z dwoma odzianymi we włosie karzełkami. Karzełki jawią się w filmie nie jako maskotki, ale ostrzy przeciwnicy. Dla zwiększenia uczucia groteski zawsze walczą w parze (na zdjęciu jeden leży na dechach rozłożony na łopatki).

Alebrije i jego mini wersja Cuije cicho obserwują ring.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz