poniedziałek, 23 października 2017

"Cukierek albo psikus" a Día de los Muertos, czyli co Meksykanie sądzą o Halloween

Meksykański dworzec autobusowy. Plakat wydrukowany na domowej drukarce. Na nim koścista Catrina i stereotypowa czarownica. Catrina kopie czarownicę tak mocno w zadek, że tej wypada z rąk miotła oraz lampion z dyni. „Zabieraj się na swoje ranczo” – krzyczy Catrina. Na nimi umieszczony jest napis: „Día de los Muertos. Broń swoich tradycji”.

Koścista dama, Catrina, uosabia niejako meksykańskie Święto Zmarłych, zaś czarownica - amerykańskie Halloween. Plakat jest zaś schematycznym przedstawieniem stosunku wielu Meksykanów do Halloween, którzy widzą amerykańskie święto jako zagrożenie dla narodowej tradycji. Dla innych różnice między Día de los Muertos a Halloween zaczęły się zacierać - przebrane dzieci zbierające po domach słodycze są częścią obchodów tak samo, jak przygotowywanie ołtarzyka dla zmarłych i biesiady na cmentarzach.

Co Meksykanie sądzą o Halloween? Czym oba święta się różnią, a co mają ze sobą wspólnego? I dlaczego w Halloween widzi się zagrożenie dla całej meksykańskiej tożsamości? 



Paco, pracownik banku, Miasto Meksyk:
- Gringos zalewają nasz kraj swoimi produktami, swoimi firmami, swoimi Walmartami i Coca-colą, zabierając tym samym szanse produktom i firmom meksykańskim. Teraz dochodzi do tego jeszcze komercyjne Halloween, którym chcą zabić naszą piękną tradycję Días de los Muertos.

Carolina, nauczycielka, Xalapa:
- Myślę, że to wszystko przez dzieciaki. Naoglądały się filmów amerykańskich i też chcą obchodzić Halloween jak ich rówieśnicy ze Stanów. Każdy chce, by jego dziecko było szczęśliwe, dziecku tak trudno odmówić...

Miguel, student prawa, San Cristóbal de las Casas:
- Kiedy byłem mały, bardzo chciałem obchodzić Halloween. Chodziliśmy po osiedlu, ale nikt poza naszą rodziną nie chciał dawać nam słodyczy, nie było to w ogóle popularne. Dzisiaj oba święta mieszają się między sobą i teraz dzieciaki wychodzą prosić o słodycze w strojach typowo meksykańskich, np. przebrane za Catrinę. Myślę, że Halloween nigdy się tu nie przyjmie w 100%, mnie osobiście też już średnio kręci. Jest ono przede wszystkim dla dzieci, Día de los Muertos jest dla wszystkich. Myślę, że Halloween nigdy nie będzie tak ważne w Meksyku, jak jest w USA.

Paulina, muzyk, Guadalajara:
- Halloween wywodzi się z tradycji celtów. Święto Samhain było pożegnaniem lata, wierzono, że tego dnia od domu do domu chodzą dusze i trzeba je nakarmić. To zupełnie jak u nas. „Cukierek albo psikus” to późniejsza, agresywniejsza wersja tego zwyczaju, ale podstawy były bardzo podobne.

Rodzina z San Antonio Tecomitl pod Miastem Meksyk chodzi z przebranymi za czarownice córeczkami od domu do domu prosząc o słodycze.

Dzieciaki przebrane za wampiry, potwory i spidermany proszące po domach o słodycze. Supermarkety udekorowane w pajęczyny i dynie powycinane w koszmarne uśmiechy. Na półce w piekarni, obok pan de muerto, ciasteczka z motywami Halloweenowymi, a w sklepie z materiałami obok obrusów w czaszki, obrusy w wampiry, pajęczyny i dynie. Halloween coraz bardziej zaczyna mieszać się w Meksyku z Día de los Muertos. Budzi to u Meksykanów ambiwalentne uczucia. Jedni z lubością szykują Halloweenowe stroje, inni uważają, że Halloween próbuje zniszczyć dawny, święty porządek rzeczy. Ten dawny, święty porządek rzeczy nazywa się Día de los Muertos. Prawda jednak jest taka, że w niektórych regionach Meksyku obecna forma obchodów Święta Zmarłych wcale nie ma aż tak długiej, nieprzerwanej tradycji.

- Kiedy byłem mały, Święto Zmarłych wyglądało u nas zupełnie inaczej. Obchodziliśmy je bardzo po katolicku - mówi Ascención, czterdziestokilkuletni inżynier z San Cristóbal de las Casas na południu Meksyku - Modlitwa na cmentarzu, jedzenie dyni na słodko. Nie było żadnego jedzenia ani picia na cmentarzu, to robiło się w domu. Dopiero kiedy byłem na studiach, w latach 90., zaczęto budować ołtarzyki dla zmarłych, zabawne czaszeczki przyszły jeszcze później. Pod koniec lat 90. dzieci zaczęły pedir calabacita, prosić o dynię, jak nazywa się tutaj zwyczaj "cukierek albo psikus". "Tradycyjne" obchody Día de los Muertos przyszły do nas mniej więcej w tym samym czasie co Halloween.

Badacz Święta Zmarłych Stanley Brandes przytacza w jednej ze swoich książek historię jego znajomego z Coahuili na północy Meksyku. Opowiadał on, że jako dziecko pojechał odwiedzić rodzinę z Miasta Meksyk, właśnie podczas Święta Zmarłych. Całe obchody były dla niego nowe, na północy w ogóle tego święta nie obchodzono. Przeraziły go też wszechobecne czaszki i kościotrupy. Podobnie jak on, starsze osoby ze stanów Chihuahua, Coahuila czy Sonora nie pamiętają z dzieciństwa obchodów Święta Zmarłych. Wielu, będąc dziećmi, obchodziło za to Halloween. Święto Zmarłych narodziło się bowiem w centralnym Meksyku, a w niektóre regiony kraju dotarło stosunkowo niedawno. Świętem narodowym w całym Meksyku jest dopiero od lat 60. XX wieku.

Halloween jest stygmatyzowane z ambon przez katolickich księży. Oskarżają je o bycie świeckim i komercyjnym oraz o bycie zagrożeniem dla "świętości" Día de los Muertos. Radykalna krytyka Halloween przez kościół katolicki u wielu wywołuje wewnętrzny konflikt i zagubienie. - Nie wiem, co mam robić – mówi 7-letni chłopiec lokalnej gazecie z Oaxaki – W kościele mówią mi, że nie jest dobrze brać udział w Halloween, bo ma to coś wspólnego ze złymi duchami i że to dlatego sklepy zachęcają do noszenia ulicy stroje czarownic i wampirów. Niestety moi koledzy mają już swoje kostiumy i bardzo chciałbym do nich dołączyć, ale nie chcę zrobić nic grzesznego.

Zobacz także: Cukrowe czaszki i chleb zmarłego. Komu Meksyk zawdzięcza słodką stronę Święta Zmarłych?


Supermarket w Mieście Meksyk podczas Día de los Muertos.

Co ciekawe, niektóre meksykańskie miejscowości mają swoje własne tradycje, które do złudzenia przypominają Halloween, mimo że nie mają z nim żadnych wspólnych korzeni. W miejscowości Huautla de Jimenez w stanie Oaxaca po domach chodzą przebierańcy, zwani huehuentones. Tańczą i śpiewają, a w zamian za to dostają owoce lub – jeśli są to dorośli – alkohol. Ważne jest, żeby wszyscy huehuentones mieli zasłonięte twarze. Kiedyś robiono je z papier-mâché, dzisiaj zastępowane są łatwo dostępnymi maskami potworów oraz luchadorów. Tradycja jest tak w Huautli lubiana, że przebierańcy zaczynają chodzić po domach już na kilka tygodni przed Świętem Zmarłych. Podobnie robiono w miejscowości Tzintzuntzan nad jeziorem Pátzcuaro w stanie Michoacán. Kawalerowie z miasteczka mieli za zadanie dzwonić w kościelne dzwony podczas Día de los Muertos - w zamian za to chodzili po domach i prosili o tzw. doble, czyli o datki będące podziękowaniem za ich pracę. Tradycja ta była do niedawna bardziej popularna niż budowanie ołtarzyków na Święto Zmarłych, dzisiaj jednak praktycznie już nie istnieje - została całkowicie wyparta przez nowe, "ogólnopaństwowe" obchody Día de los Muertos.

Wielu zarzuca Halloween jego komercyjność. To święto nastawione tylko na generowanie zysków, na robienie pieniędzy - powtarzają Meksykanie, jakby zapominali zupełnie o komercyjnej stronie Día de los Muertos. W Meksyku od pokoleń całe rodziny żyją ze sprzedaży cukrowych czaszek, aksamitek i innych gadżetów związanych ze Świętem Zmarłych, a już w 1760 roku mnich Francisco de Ajofrín pisał o tym, jak szybko bogacą się sprzedawcy trumienek, grobików i czaszeczek z masy cukrowej. Przestrzegał on przez oszustami, którzy – gdy zapłaci im się z góry – nie dostarczają potem zamówionego produktu albo produkt okazuje się być wadliwy. - Dlaczego sprzedaje pan uśmiechnięte cukrowe dynie? Przecież to symbol Halloween, a nie Święta Zmarłych – zapytałam kiedyś mężczyznę sprzedającego słodycze na targu. - Jestem sprzedawcą. Sprzedaję to, co się sprzedaje – odparł z całą swoją prostolinijną logiką. Dodał, że co roku stara się urozmaicać swoją ofertę. Chce mieć ciekawsze produkty niż jego konkurencja – Ludzie uwielbiają nowości. Od razu rzucają się na coś oryginalnego.

Mimo że Halloween widziane jest jako uroczystość świecka, a Día de los Muertos - religijna, obydwa święta mają ze sobą bardzo dużo wspólnego. Antropolog Jack Santino nazwał Halloween funkcjonalnym ekwiwalentem Día de los Muertos. Korzenie obu nie są takie same, ale bardzo do siebie podobne. Obydwa wyrosły z szacunku do zmarłych, z wierzenia, że podczas jednej nocy wracają oni na ziemię, by przez chwilę pobyć ze swoimi bliskimi. Należy ich wtedy odpowiednio ugościć - napoić i nakarmić. W którymś momencie obydwa święta dodały elementy humorystyczne - a zabawa strachem przed śmiercią stała się częścią obchodów. W obydwu bardzo ważna jest też obecność słodyczy. Może właśnie przez to ogromne podobieństwo obu świąt konflikt pomiędzy Halloween i Día de los Muertos jest tak wielki.

Zobacz także: La Catrina - Pierwsza Dama Meksyku


- Nie mogę zliczyć, ile razy moi informatorzy odpowiadali na pytanie o znaczenie Día de los Muertos dla nich samych: "Es muy mexicano, to bardzo meksykańskie" albo "Porque somos mexicanos, bo jesteśmy Meksykanami" - pisze Juanita Garciagodoy, jedna z najważniejszych badaczek Święta Zmarłych w Meksyku - Wielu z nas czuję się podczas tego święta bardziej patriotycznie. To po części dlatego, że myślimy, iż nas sposób podejścia do śmierci i zmarłych  - i w ten sposób także do życia - jest unikalny w skali świata, oddzielając nas (albo i stawiając nieco powyżej) od wszystkich innych. Jesteśmy más machos, odważniejsi, i mamy más corazón, więcej serca, niż inne kultury.

Meksykańskie Día de los Muertos urosło do roli sztandaru, totemu, symbolu narodowego Meksyku. Pełniło ważną funkcję w misji o unikalną, meksykańską tożsamość. Tej szukano w czymś, co mogłoby odróżnić Meksyk od dwóch mocarstw, które miały największy wpływ na historię i kulturę Meksyku - Hiszpanii i USA. Unikalność starano się znaleźć się w czymś, czego oba kraje nie mają - w indiańskiej historii i tradycji. To ona miała uczynić Meksyk niepowtarzalnym. Mimo że meksykańskie Święto Zmarłych ma korzenie przede wszystkim europejskie, przez lata było z sukcesem promowane jako coś wybitnie meksykańskiego przez urzędników państwowych, biura podróży, dziennikarzy, nauczycieli i intelektualistów. Antropolog Stanley Brandes nazywa Święto Zmarłych żywym i oddychającym muzeum, które jest poświęcone meksykańskiej unikalności.

Tak jak Día de los Muertos zaczęło symbolizować Meksyk, tak Halloween zaczęło symbolizować USA. Halloween jest przecież ukochanym świętem Amerykanów, a także czymś, co kojarzy się dzisiaj przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi. Konflikt między oboma świętami stał się metaforą relacji między oboma państwami. Halloween zaczęło uosabiać imperialistyczne zapędy północnego sąsiada, a także wszystkie inne zarzuty, jakie w kierunku Stanów wysuwają Meksykanie.

W tym sporze ciekawym jest, że w podobnym stopniu, w jakim Halloween zaczęło zalewać Meksyk, meksykańskie Día de los Muertos zaczęło zalewać USA. Oraz cały świat.


Zdjęcia z obchodów Día de los Muertos w San Francisco, rok 2015.





"Día de muertos vs Halloween. Bitwa, którą dzięki marketingowi i ludzkiej ignorancji, wygrywa wróg"

"Nie dla Halloween. Niech żyją nasze tradycje!"

Krótka ściągawka z różnic między Día de los Muertos i Halloween.


3 komentarze:

  1. Świetny artykuł! Bardzo fajnie się go czyta, zwłaszcza po niedawnej wizycie w jednym i drugim kraju i obserwowaniu na własne oczy jak przygotowania do jednego i drugiego święta przeplatają się wzajemnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny wpis! Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, o których nawet nigdy nie słyszałam. Jeszcze te zdjęcia... SUPER :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam dowiadywać się nowych rzeczy, które kompletnie zmieniają mój pogląd na daną sprawę - w Polsce katoliccy księża buczą na Halloween i meksykańskie Święto Zmarłych -a w Meksyku duchowni robią dokładnie to samo w stosunku do Halloween. Watykan odcina się od Świętej Śmierci. Jak dużo rozbieżności jest w rzekomo jednej religii :) To w końcu która wersja jest najwłaściwsza, która "zagwarantuje" zbawienie, skoro polski ksiądz katolicki powiedziałby mi, że obchodząc meksykańskie Święto grzeszę, a tamtejszy nie miałby nic przeciwko?? Posiadając pojęcie o tych rzecz, coraz bardziej dochodzę do wniosku, że Bóg jest czymś ponad różnicami wyznaniowymi i religijnymi, nie do przyporządkowania i wpisania w jednej tylko odłam. I dobrze żyje mi się z takim przeświadczeniem, tolerancją i szacunkiem do innych :)

    OdpowiedzUsuń