piątek, 26 kwietnia 2013

Malinche - Bolesna Matka Meksykanów

Znajomi mówią, że jestem malinchistą, że tak podobają mi się dziewczyny ze wschodu Europy. A mnie po prostu nie kręcą Meksykanki. Nic nie mogę z tym zrobić - wyznał mi Carlito po kilku mezcalach któregoś wieczoru w Deefe. "Malinchista" to w Meksyku zdrajca swojego narodu. Słowo to pochodzi bezpośrednio od Malinche - kochanki Cortesa - uważanej za matkę pierwszego Meksykanina. Zdrajczyni, bohaterka, dziwka, postać tragiczna. Chyba nikt nie ma tylu sprzecznych uczuć na temat własnej matki co Meksykanie. Do postaci Malinche Meksyk odnosi się tak często, że zaczynało mnie boleć na blogu, że nie mogę napisać na ten temat, bo moi czytelnicy raczą jeszcze nie wiedzieć, kto zacz. Więc kontynuując opowieści o ważnych meksykańskich postaciach kobiecych przedstawiam Wam dziś Malinche. Dziś tylko sucha historia Malinche. Na wszystko, co na około, przyjdzie nieubłagany czas.



Historia tej dziewczyny jest tak nieprawdopodobną narracją, że nie mógł jej napisać żaden prozaik, mogło ją napisać tylko życie. Urodzona w arystokratycznej rodzinie azteckiej stała się niewygodnym dzieckiem, gdy po śmierci męża jej matka wyszła ponownie za mąż i urodziła syna. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem została sprzedana majowskim handlarzom niewolników. Jej rola w dziejach Meksyku zaczyna się, gdy wraz z innymi kobietami zostaje oddana w darze hiszpańskim konkwistadorom. Prezent ten opisywał raczej jej funkcje seksualne, jednak Hiszpanie szybko zdali sobie sprawę z innych umiejętności dziewczyny. Umiejętności lingwistycznych.

Rzadko mówi się o języku w podboju Ameryki. Konkwistadorzy nie mieli bowiem pojęcia o lokalnych językach! Tu jednak historia napisała również wiele ciekawych historii. 8 lat przed tym, jak poznajemy Malinche, mała łódka pełna hiszpańskich osadników przybywa na tereny dzisiejszych kurortów na Jukatanie. Miejscowe plemiona szybko biorą ich w niewolę, 5 osób składają w ofierze, reszta umiera od chorób. Geronimo de Aguilar and Gonzalo Guerrero są na tyle sprytni, że udaje im się uciec. Jednak wkrótce wpadają w ręcę innego majowskiego plemienia, które bierze ich w niewolę. Tam spędzają 8 lat. Wystarczająco długo, by nauczyć się miejscowego języka. Wtedy spotyka ich przybyły w glorii i chwale Cortes. Gonzalowi nie smak ruszać z Cortesem po przygodę, zaszczyty i złoto, bo tymczasem zakochał się w córce wodza. Aguilar jednak przyłącza się do Cortesa jako tłumacz. Z majowskiego na hiszpański.

Wszystko językowo ma się dobrze, dopóki konkwistadorzy podróżują po terenach zamieszkałych przez Majów. Jednakże już wkrótce wkraczają na ziemie, gdzie mówi się już jedynie w nahuatl, języku Azteków. Tutaj z pomocą przychodzi właśnie Malinche. Z racji swojego pochodzenia włada biegle nahuatl, mówi także w języku swoich poprzednich panów - po majowsku. Początkowo więc Malinche tłumaczy z nahuatl na majowski, a Aguilar z majowskiego na hiszpański. Wkrótce jednak dziewczyna uczy się hiszpańskiego i zostaje wyłącznym tłumaczem Cortesa. Z resztą nie tylko tłumaczem, ale także - jak twierdzą niektórzy - jego doradcą oraz kochanką. Malinche jest wprawdzie żoną innego konkwistadora, nie przeszkadza jej to jednak urodzić dziecka Cortesowi. Dziecko ma na imię Martin Cortes i nie ma pojęcia, że historia nada mu tytuł "pierwszego Meksykanina".


Nie tylko jednak dzieło jej łona daje jej stałe miejsce w historii Meksyku, ale także jej rola, jaką odegrała w podboju Cortesa. Bernal Díaz del Castillo pisze o niej z wielkim szacunkiem. Używa tytułu Doña, stosowanego wobec szlachty. Stwierdza: "bez pomocy Donii Mariny nie rozumielibyśmy języka Nowej Hiszpanii i Meksyku" (Marina było hiszpańskim imieniem nadanym jej na chrzcie). Inny konkwistador – Rodríguez de Ocana – pisze, iż Cortés miał stwierdzić, że sukces swój zawdzięcza Bogu, a zaraz potem Marinie. Współcześni Meksykanie są często podobnego zdania. Tyle że w ich przypadku "sukces" Cortesa jest rzadko powodem do dumy. Na moich studiach w CESLI oficjalną oceną postaci było stwierdzenie, że jest to postać kontrowersyjna, że można ją oskarżać, ale i usprawiedliwiać. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy przyjechałam do Meksyku okazało się, że Meksykanie nie są dla niej już tacy łaskawi. Tu Malinche jest symbolem zdrady swojego narodu.


Ja jednak od tego mam bloga, żeby pisać swoje własne historie, więc oprócz argumentów przeciw (że zdrada, że dziwka, że pomogła w konkwiście) pokrótce też przedstawię kilka argumentów na obronę Malinche. Niektórzy uważają, że bez niej - bez tłumacza konkwista wyglądałaby o wiele bardziej krwawo. Nie byłoby możliwości dyskusji, pertraktacji, zawierania sojuszów - Hiszpanie szliby przez Meksyk i kosili wszystko, jak leci. Jednak bez jej pomocy mogłoby nie pójść to wszystko tak szybko i sprawnie, wszystko zajęłoby więcej czasu. A wtedy Aztekowie nie byliby w takim szoku cywilizacyjnym, mogliby się nauczyć tego i owego o Hiszpanach: ich taktyk wojennych, ich broni i tego, że Hiszpanie wcale nie są przyrośniętymi do konia monstrami. Historycy mówią też, że Malinche wykonywała tylko swoje obowiązki - lojalność była ważną cechą w tamtejszym systemie wartości, a ona miała przecież służyć Hiszpanom.

Mówi się też, że Aztekowie byli bardzo niewdzięcznymi hegemonami. Mel Gibson pokazał nam to i owo w filmie "Apocalypso". Nie mi oceniać tutaj zgodność historyczną, jednakże prawdą jest, że podległe im plemiona miały całej sytuacji serdecznie dosyć. Malinche tym samym, według niektórych historyków, uchroniła ziemie dzisiejszego Meksyku przed Aztekami. Nie wiem do końca, jaki to argument, bo nie wydaje się, żeby Hiszpanie okazali się sympatyczniejsi. Argumentem ku obronie Malinche jest rzadko przytaczany w tym sporze fakt, że Malinche była kobietą. Mogła co nieco szepnąć do ucha swojemu kochankowi. Powiedzieć mu, żeby był bardziej ludzki. Złapać go za serce. Ale przede wszystkim - urodzić mu dziecko.


Rozmawiałam wczoraj na ten temat z permanentnym gościem hostelu - Jeremym. Zauważyliśmy, że Hiszpanie przybyli na konkwistę, nie na kolonizację. Nie przyjechali tutaj całymi rodzinami, ale w pojedynkę. Młodzi, jurni, żądni przygód kawalerowie długo bez kobiet się nie obędą. Miejscowe kobiety, świadomie czy nieświadomie, wkładały swój własny udział w wojnę. Rodząc im dzieci. Hiszpanie stawali się tym samym częścią tego kraju. Nie będą przecież zabijać swoich dzieci, matek swoich dzieci, ojców matek swoich dzieci, ich kuzynów ani osób, które przynoszą im kukurydzę. Ta historia zainspirowała Jeremy'ego, który pisze teraz na ten temat opowiadanie. Historia dzieje się wprawdzie współcześnie, na wyspie, gdzie jeszcze uchowała się jeszcze nieodkryta kultura. Przez lata nie dotarła tam konkwista, poszukiwacze przygód czy ropy, Google Maps ani nawet Walmart. Dotarł dopiero bogaty biznesmen, który chce tam wybudować resort hotelarski. Jeremy pisze, że to taka współczesna konkwista.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz